@Sionqa - ja też "zła i niedobra" albowiem Aneta nigdy mnie podbiła, niczym.
Nie zgodzę się że DPP jest zły przez Anette. Ona zrobiła to co miała zrobić czyli zaśpiewała przedstawiony jej materiał na miarę swoich wokalnych możliwości, to że utwory są jakie są to już wina tylko i wyłącznie wina Tuomasa i spółki. Dla chcących więcej dowiedzieć się więcej o efektach pracy Anette od osoby która zajmuje się wokalistyką na co dzień:
The Poet and The Pendulum:
Chłopak rządzi ;]
Aneta też – przykładem odpowiedniej emisji głosu. Niskie dźwięki są ładnie zaśpiewane. Anette od razu pokazuje nam, na co stać ją pod względem dobrej techniki. Nie ma tu już denerwującej niektórych dykcji Tarji – Olzon nie zawsze ma doskonały akcent, ale całość i tak brzmi imho lepiej Moment “meadows of heaven” to trochę taka niepozytywna zaskoczka, tekst nie jest do końca dopasowany do linii melodycznej – jest to małe zaniedbanie, ale większości osób zapewne o palpitacje nie przyprawia, łącznie ze mną . W TP&TP Anette nie wykazuje się jakoś specjalnie. Śpiewa w bezpiecznych miejscach jej skali. Od “on the shore” jej głos brzmi bardzo klimatycznie i ładnie komponuje się z wokalem chłopca. W przejściu “altar” Anette wykonuje pierwsze kroki w kierunku kierowania swoją barwą. Muszę przyznać, że jej głos świetnie pasuje do wokalu Marco [i growlującego Tuomasa w refrenie ]. Co więcej, barwa i intonacja głosu jest dobrze dobrana. “Mother & Father” jest pięknym popisem głosu wokalistki. Delikatna barwa, bardzo pasująca do klimatu i dużo bardzo dobrej techniki. Mocne, bardzo równe i rytmicznie rozkładające się wibrato, w miarę długo ciągnięty dźwięk. Dużym plusem jest przełamanie delikatnego śpiewu na rzecz wzmocnienia – również tutaj Anette czuje się dobrze. Wzmocnienie jest najlepszym wyjściem w sytuacji “M&F” – jeśli to pomysł Anety, należą się jej brawa, bo bez tego zdecydowanie byłoby nudniej, a zabieg stylistyczny ciekawy.
Co do wibrata – jest to umiejętność, która, by wykonana została dobrze, wymaga posiadania dobrej techniki i często tzw. ustawionego już głosu. Po anecim wibracie słychać od razu lata praktyki.
Bye bye beatiful:
Bardzo ładna barwa, śliczny, dźwięczny głos, chociaż środek skali. Dziwne “they used to love”, zajeżdża mi trochę zapchaniem się. Przemycono piękne “s” w “blink your eyes just once”, takie rzeczy dodają smaczku wokalowi “Earth” – podoba mi się sposób, w jaki to zaśpiewała. Dziwne, że na wideo szept jest w wykonaniu Anette, gdyż ja ewidentnie słyszałam tu zawsze Marco xD Osobiście uważam ten szept za wydawany bardzo na siłę, przy zbyt dużej ilości wypychanego powietrza.
Ogólnie – ładna barwa, żadnych dodatkowych rewelacji. Piosenka prościutka do zaśpiewania.
Amaranth:
“Little he can…” – ładnie, mamy tutaj też fajny “zaciorek” w górę Refren wypada super, ale dużo w tym zasługi wielogłosowości. Na górach słyszymy oczywiście krzyk, na szczęście przykryty resztą, a nawet się z nią zgrywający i tym razem tworzący klimat. “Untouched” – ok, wprowadza coś nowego. Dobrze, że Aneta umie wytwarzać chrypkę, jak widać, takie umiejętności czasem się przydają
Najwyższy dźwięk w Amarancie i “daybreak” są na siłę wyciągnięte, na siłę wyciśnięte, wykrzyczane chyba cudem podczas piętnastej próby z rzędu. Koniec dźwięku aż boli, widzę w wyobraźni grymas na jej twarzy i to, jak mocno garbi się przy końcu i jak mocno ściska przeponę, by to z siebie wydać. W “daybreak” zła dykcja, niedociągnięcia – nie daje sobie już tam rady. Zdecydowanie jest to sam koniec skali Anety i zdecydowanie jest to niestety źle wykrzyczane. Po prostu porażka
Moment na płycie, który miał pokazywać skalę Anety, ale zamiast tego pokazuje jej ograniczenia.
Szkoda, bo to jedyne, co było tutaj trudnego.
Cadence of Her Last Brath:
Ładna barwa – jak zwykle “Cadence” krzyczane… “Blank page” rozwiązane w całkiem miły sposób, szkoda, że pod koniec głos zanika troszkę za mocno, ale jest dobrze “Sometimes a dream…” – bardzo delikatnie, dobrze, że pani wokalistka potrafi wykrzesać z siebie taką mięciutką barwę, to świadczy o zróżnicowaniu głosu. Cichutkie, ale bardzo dobre wibrato.
Master Passion Greed:
–
Eva:
Znowu delikatny wokal, tym razem dźwięki u góry ładnie (nie są zbyt wysokie, ale liczy się fakt). Anette odpuszcza sobie tutaj mocne śpiewanie, co objawia się tym, że łatwiej jest jej wyciągać w górę. Struny głosowe nie są tak mocno zwarte, jak zwykle [jedynie wykrzyczany jak zwykle “edenbeam” i potem “dreams the world” w tyle – standard], dzięki czemu wokal przy górze jest lżejszy od średnich dźwięków. Wydaje mi się nawet, że w niektórych momentach mamy tu do czynienia z zamaskowanym, bardzo ograniczonym falsetem [“without her name” i “Eva” zaraz potem; “mock my…”]. Nie przypuszczam, by było to celowe*, jest to raczej kolejne potwierdzenie ograniczenia skali – tam, gdzie jest już trudniej, Aneta dodaje trochę powietrza, co pozwala zaśpiewać dźwięk i… mniej się zmęczyć, bo wierzę, że byłaby w stanie te dźwięki wydać jeszcze trochę poprawniej.
*zwłaszcza, że Anette chyba nie chce używać falsetu, nie traktując go jako użytecznego środka stylistycznego [być może ze względu na jego specyfikę – “oszukiwanie” i te sprawy]. W całym DPP nie ma momentu, w którym wykorzystywałaby go świadomie.
Sahara:
Świetnie zaśpiewana piosenka! “A ballad of dark queen” – tajemnicze, piękne operowanie barwą, klimat, “as he flees the curse” podobnie – no generalnie cała zwrotka jest spox . “Wrath” – ładna maniera na końcu – początkowo wydawało mi się, że to rozdacie dźwięku przez manipulowanie strunami głosowymi, ale to zdecydowanie podciągnięcie. Czasami można przyczepić się do wibrata, ale nie bardzo, poza tym nadrabiają je inne momenty [“sand”]. Druga zwrotka nadal w świetnym stylu! “The burning beauty”, “to die for” – super, super! Nie tylko dodaje klimatu ale jest też dobrze zaśpiewane. Ładnie zgrana wielogłosowość w “heaven has…”. “May he” – bleh, zajechało czymś niechcianym, cieniutkie to, myszowate. Za to w tyle mamy niezły pokaz stylistyki [ee… chyba orientalnej? Czy ktoś wie, jak to się nazywa?], jak i potem po refrenie – jest dobrze, głównie dzięki zwartym strunom i podciąganiu w górę ostatnich momentów dźwięków ;] Jest w piosence miejscami trochę nadmiernego krzyku, ale gubi się w tłumie.
Jednym słowem – operowanie stylistyką, klimat tajemniczości. Nie ma tu wysokich dźwięków [prócz “may he”, które trochę spaściła]. Anette czuje się tu dobrze, to słychać. Pięknie! Naprawdę jestem zachwycona.
Whoever Brings the Night:
Gdyby te efekty [niestety, nie jestem pewna, czy to konkretnie te, więc nie wymienię nazwy] były tylko w pierwszej zwrotce, byłoby moim zdaniem lepiej, niż kiedy ciągną się przez całą piosenkę. W ten sposób zabieg szybko się nudzi i może zacząć denerwować [np. ja nie lubię przez to WBtN] → ale to akurat tylko opinia subiektywna. W drugiej zwrotce Aneta ładnie akcentuje, taki angielski akcent, moim zdaniem ciekawie to brzmi ;] “Bride” ładnie, “hurt me; suffer” – operuje barwą, jak tylko żywnie chce, widać w tym charakter Wczuła się w tę piosenkę. “Unholy, unworthly” – to samo, super. Koniec też ok. Linia melodyczna nie jest specjalnie trudna, ale wymaga dobrego operowania barwą.
For the Heart I Once Had:
Dziecięcy wprost głos, ale nic nowego – przerabialiśmy to już wcześniej. “Home” dość niskie, a dobrze osiągnięte “Falling snow” – jest tam troszkę zabrudzenia “h”, co nie wypada korzystnie i jest raczej niewłaściwe. FtHIOH ma dość trudny refren z racji tego, że końcówki śpiewane są najpierw głosem bez wibracji, którą dokładamy dopiero od środka, szkoda tylko, że jest ona miejscami niepewna. Przy “longs” ładna maniera. “Time will not heal…” – ten sam efekt, co wcześniej… może być to trochę nużące.
Piosenka moim zdaniem trochę trudniejsza.
The Islander:
Ładna barwa, dobrze wpasowuje się w głos Marco, taki drugi, wysoki, zwarty głos gdzieś na uboczu – w sumie tyle
Last of the Wilds:
–
7 Days to the Wolves:
Znana barwa, “God” ładnie wypowiedziane, “this is where heroes…” ciekawe. “Like the fire…” już od czasów sampla mi się podobało. Krzyk wyjątkowo pasuje, “traveled” ładnie, “turn every poet loose” – “s” Piosenka nietrudna.
Meadows of Heaven:
“Awakening; wildhoney” – ciekawie zaśpiewane. Jest tutaj troszkę takich małych smaczków pod względem barwy, ubogacających piosenkę. “Rocking chair without a dreamer…” wprowadza lekką innowację. Niepotrzebny krzyk na końcu! – niestety. Wariacje pod koniec wypadają bardzo fajnie, Anecie przypadają ładne, rozwinięte wokalizy, tylko, że wszyscy śpiewają normalnie, a ona trochę krzyczy. Piosenka dość trudna.
The Escapist - niestety nie mogę oceniać z oryginalnej płyty [jak oceniałam DPP], a jedynie z YT… Niskie dźwięki są trochę ciszej, ale nie przeszkadza to w odbiorze frazy, chociaż nie są zaśpiewane na zwartych strunach. W refrenie mamy trochę krzyku, który umacnia się potem w wyższych nutach, jest on za to wykonany bardzo dźwięcznym, bogatym głosem. W powiązaniu z charakterystyczną barwą w tym utworze, wypada to dobrze, chociaż czasami ociera się trochę o wrzask, ale jeszcze bezpiecznie. Widać, że Anette starała się pokazać tutaj trochę więcej, śpiewa wysoko. Brawo za nadal dobrą dykcję - nawet w górach, gdzie jej właściwe użycie czasem bywa trudne. Piosenka trudniejsza.
Posumowanie płyty:
DPP nie jest specjalnie trudna do zaśpiewania dla lepszego wokalisty, nie ma wielu karkołomnych elementów. Zdecydowanie najważniejsze atuty Anety to charakterystyczna barwa i świetna dźwięczność! Na płytce da się zauważyć też dobrą technikę, dopracowane posługiwanie się odcieniami barwy, wibrato. Niestety, technika kuleje przy wyższych dźwiękach – największy wróg Anette = krzyk. Szkoda, że użyte style wokalne z czasem mogą się nudzić – mamy tu mocny i bardzo delikatny śpiew… nie licząc przesterów na WBtN i kilku wariacji w stylu “orientu” w Saharze, to w sumie tyle… Wielkim plusem jest to, że Olzon nie kopiuje Tarji, a jest od niej zupełnie inna, ma jakiś własny styl. Chwali się jej wprowadzenie nowego elementu do wokalu Nw, jakim jest słodki śpiew [czy się podoba czy nie, zawsze to wprowadzenie nowego elementu].
Michaś- mnie żadna opcja nie przekona do Anety czy w NW czy w innych projektach- nie moja bajka;(
Pora na wypowiedz innych?
Chwali się jej wprowadzenie nowego elementu do wokalu Nw, jakim jest słodk i śpiew
No i to jest właśnie to, czym się nie powinna chwalić ^.^
Oceniamy tutaj subiektywnie Gridun, zgodzę się z Tobą, że DPP nie jest słabe tylko przez Anette, bo to ogólnie bardzo słaba płyta, widocznie się kobiecina poprawiła w IM, no i IM to dzieło, co nie zmienia faktu, że dla niektórych osób była Anette do nie przetrawienia ![]()
Nic to nie wnosi nowego, że Anette jest profesjonalną wokalistką wiadomo nie od dziś,w końcu wybrali ją doświadczeni muzycy a nie na przykład telegrafiści ;). Ja nigdy nie miałem zastrzeń co do jej umiejetności, nie jest na pewno wielką wokalistką ale ma solidne podstawy i lepiej od Tarji sobie radzi z akcentem angielskim (słynne foriver ;)) choć zdecydowanie gorzej się czuje w wyższych rejestrach stad nieraz krzyczy, nihil novi sub sole. Sformułowania typu śliczny głos, ładna barwa są nacechowane bardzo mocno elementem subiektywnym. Dla jednego owa barwa moze być ładna a dla drugiego już nie.
jeżeli mogę coś dodać... Anette może sobie mieć śliczny głos, ale cała płyta DPP brzmi dla mnie nie jak NW ale po prostu jak "kolejny zespół grający cięższe brzmienia z kobiecym wokalem". na IM pokazała już dużo więcej i przekonała mnie do siebie. a później przerwali swoją współpracę. kurczę, akurat jak ją polubiłam :P
@Girdun - być może i ta osoba, którą cytujesz zajmuje się "wokalistyką" na co dzień, ale jeżeli ona słyszy "odpowiednią emisję głosu" np. The Poet... to ja jestem skrzypkiem na dachu. "Odpowiednia emisja głosu" to śpiew na "tylnej stronie gardła". Być może to szumne stwierdzenie ma się odnosić do pierwszego fragmentu, wstępu. Wtedy, no... ostatecznie mogę się zgodzić. Niemniej sprawia wrażenie mocno wymuszonego. 99% utworu Aneta "leci na krtani", więc nie ma tu co chwalić jej techniki wokalnej. I nie oszukujmy się, na całym DPP to słychać. Ktoś, kto zajmuje się wokalistyką na co dzień powinien to wiedzieć. (Nie podważam autorytetu, tylko widzę tu pewną stronniczość).
Żeby było ciekawiej, można było zrobić tą płytę lepiej, gdyby inny był wokal (w sensie mocniejszy, operowy, może być i Floor), bo sama płyta aż taka zła nie jest.
Prawda jest taka, że Aneta nie miała odpowiedniego głosu.
Zauważyłem coś dziwnego. Gdy Anette dołączyła do zespołu to fani obwiniali ją o zepsucie DPP. Gdy odeszła - okazało się, że to ona jednak ratowała kiepski twór jakim było DPP. Obawiam się, że sprawy personalne w zespole w głównej mierze zadecydowały o postrzeganiu albumu...
Anette się nienawidziło za zastąpienie Tarji. Po 5 latach ten gniew przeszedł na Tuomasa - stąd moja teoria.
Nie chodzi o to by kogoś przekonać do swojego zdania, bo nikomu nie możemy go narzucić. Każdy ma własne a my musimy je uszanować, o czym pisałem wyżej. ;)
Pozwolę się z Tobą nie zgodzić.
Piszę na podstawie własnych doświadczeń:
Zauważyłem coś dziwnego. Gdy Anette dołączyła do zespołu to fani obwiniali ją o zepsucie DPP. Gdy odeszła - okazało się, że to ona jednak ratowała kiepski twór jakim było DPP. Obawiam się, że sprawy personalne w zespole w głównej mierze zadecydowały o postrzeganiu albumu…
Zawsze i wszędzie liczy się człowiek, nie tylko sama muzyka.
Anette się nienawidziło za zastąpienie Tarji. Po 5 latach ten gniew przeszedł na Tuomasa - stąd moja teoria.
A ja widzę to tak:
(Obrazując, może niezbyt trafnie):
NW to zespół “elfów”. Dopóki w ich składzie były same “elfy” było ok, bo byli wyjątkowi. Ale niestety nie utrzymali tego, bo:
Tarja - “elf”
Floor - “pół-elf”
Aneta - “chochlik”
nie da się utrzymać “elfickiego” poziomu jeżeli miesza się “do rzeczy” “niższą” nację. To po prostu nie ten sam gatunek, nawet nie spokrewniony.
Nigdy nie udało mi się zaakceptować Anety. A DPP byłoby lepsze, gdyby - dajmy na to - utwory te zaśpiewała Floor.
Nie chodzi o to by kogoś przekonać do swojego zdania, bo nikomu nie możemy go narzucić. Każdy ma własne a my musimy je uszanować, o czym pisałem wyżej
Ja również TYLKO przedstawiam swoje stanowisko ![]()
Na temat płyty jako całości nie mam nic do powiedzenia, bo od początku do końca przesłuchałem ją może ze 2 albo 3 razy. W ogóle mnie podczas tych przesłuchań nie wciągnęła.
Wybranych utworów słuchałem za to dość często, szczególnie "Last of the Wilds", "Evy", "7 Days to the Wolves". "The Escapist" też sporo razy pojawił się na mojej playliście. Poza tymi kawałkami właściwie się tym krążkiem nie zainteresowałem.
Co powiecie o wersji Amaranth wyłącznie z chórkami Anette? Pojawiają się głównie w refrenie i pod koniec zwrotek.
Ja do tego utworu nic nie mam, więc mi jest to obojętne, czy z Anette czy bez.
Świetnie zinterpretowana wersja- bardzo ciekawa:)
Wzięłam się za DPP, głównie pod wpływem dyskusji, która się tu w którymś temacie rozpętała.
DPP to było cos, od czego zaczęłam moją przygodę z NW i na początku, kiedy miałam 12 lat, podobało mi się, i to bardzo. Jedyne, czego nie umiałam znieść, to BBB i tekst Poety i jego Wahadła. Teraz pierwsze pozostało bez zmian, jednak po kilku(dziesięcio?) krotnym przesłuchaniu i czytaniu tego tekstu zmieniłam zdanie. Nie wiem, może do tego po prostu trzeba dorosnąć?
Poeta i jego Wahadło to teraz jedna z moich ulubionych piosenek na całej płycie. Zmiany mocy, zmiany tempa, jednak nastrój ciągle ten sam. Kojarzy mi się to z fazami przechodzenia przez załamanie nerwowe, depresję.
"Search for beauty, find your shore
Try to save them all, bleed no more
You have such oceans within
In the end I will always love you"
- BBB? Darcie się Marco, taki tam popik, Anette chyba czuła się jak w swoim żywiole :)
Nie będę się wypowiadać na temat każdego utworu z płyty, bo niektóre nie budzą we mnie żadnych emocji (Cadence? Amaranth?). Jednak podoba mi się Master Passion Greed. Gdziekolwiek nie pójdę, na jakiekolwiek forum o NW, ludzie mówią, że to gniot. A ja to lubię. To coś jakby ktoś zamknął całą swoją złość w malutkiej kapsułce. I Marco w połączeniu z chórkami... ♥
- Eva. Oryginału nie słucham prawie w ogóle. Za to instrumentalna wersja... Zacytujemy tu ulubionego poetę Tuo:
"The orchestra whirls me wider than Uranus flies"
- Sahara... Tekst jak dla mnie jest o niczym. Ale to nie znaczy, że utwór nie jest epicki :)
- Whoever Brings the Night - "Come with me underwater
And drown to despise me no more
Unholy, unworthy
My night is a dream for free"
- Islander - coś pięknego. Co tu dużo mówić : )
- I Meadows of Heaven. To samo uczucie jak przy orchestral Eva - orkiestra uderza w takie tony, które powoduja, że się rozpływam. I przy zwrotce zaczynającej się od "Rocking chair..." mam ciary.
Czyli ogólnie rzecz biorąc płyta nie jest zła, Anette daje radę, a jak nie daje, to Marco jej pomaga. Tylko zdarzają się kawałki, których po prostu nie jestem w stanie słuchać. Na poprzednich albumach NW czegoś takiego nie było. I na IM też nie.
Nic a nic nie mam do Anette choć uważam że ten album akurat jest najsłabszy do wcale nie jest słaby.Meadows of Heaven, The Islander,Whoever Brings the Night,Amaranth i Sahara są przeze mnie bardzo lubię a szczerze nienawidzę słuchać For The Heart I Once Had i Evy.
gdy zaczynałam swoją przygodę z NW, już trochę czasu minęło od premiery DPP, także traktowałam go jak zwykły album, taki jak inne, jednak wyobrażam sobie, jakim ciosem musiała być ta zmiana brzmienia dla fanów zespołu jeszcze za czasów Tarji. Nightwish - przynajmniej w moim odczuciu - na DPP diametralnie zmienił sposób grania. Tak odebrały to moje uszy na samym początku, potem to już była tylko kwestia przyzwyczajenia. i zauważyłam też, że często nielubiane przez innych utwory ja polubiłam jako pierwsze - For The Heart I Once Had czy Cadence of Her Last Breath. prawdą jest też, że wtedy zbyt nie zagłębiałam się w tekstowe czy uczuciowe aspekty ich piosenek, może to dlatego, bo teraz, a w zasadzie już od dawna, moim zdecydowanym faworytem jest The Poet And The Pendulum, które startuje nawet do miana mojej najnaj piosenki z całego nightwishowego repertuaru. :P
Płyta która z AFF mogłaby walczyć o miano najsłabszej w dorobku NW. Największą wadą tego albumu jest niedopracowanie. Zaczynamy od Poety i wahadła który udaje 14-minutowego mamuta, a gdy mu się przysłuchać wychodzi nam twór zbudowany z kilku mniejszych niemających ze sobą wspólnej cechy utworów. BBB i Amaranth nie trzeba tłumaczyć- zwłaszcza ten pierwszy z bitem rodem z wiejskiej potańcówy. Cadence- tutaj ujawnia się kolejny grzech tego albumu czyli tragiczne gitary. MPG- chyba utwór najdobitniej pokazujący klęskę tego albumu- zespół sobie- orkiestra sobie, nic ze sobą nie współgra. Eva czyli prosty akompaniament Tuo i tragiczna solówka Emppu, For The Heart I Once Head- tutaj waćpan Vourinen zabiera nas do kolorowej Brazylii, a dlaczego tam? Ponieważ początkowa zagrywka świetnie nadawała by się do czołówki brazylijskiej telenoweli. Ups ominąłem dwa utwory: Sahara sympatyczny wstęp jednak końcówka to zapętlony ten sam wers: ajajajaj jak długo można, WBtN- najlepszy kawałek pod względem gitar ale to tylko świadczy o poziomie całego albumu. Wyspiarz- całkiem fajny kawałek, szkoda tylko że zrzynka z twórczości Blackmore's Night . Last of the Wilds: lubię Cię, ale drugim Moondance nie zostaniesz. Potem najlepszy kawałek czyli 7 days w tym wielki plus za ciekawy mostek, no i na koniec Niebiańskie łąki z pasującym jak pięść do oka chórem gospel.
Girdunie :), ładnie przedstawiłeś wszystkie obiegowe opinie, które są bez specjalnego myślenia powtarzane co rusz przez większość fanów słynących z obiektywnego podejścia do muzyki. Wierzę, że to także Twoje zdanie i wielu innych.
A dla mnie z perspektywy fana NW, nie krytyka:
TPTP bardzo się składa w całość i gdyby nie ten tekst to nie miałbym nic temu utworowi do zarzucenia.
BBB i Kwiatek ciężko się nie zgodzić.
Cadence podoba mi się intro, a reszta to już nie nawet gitary tylko zapatrzenie na amerykańskie "rockowe" granie. I jeśli tylko ktoś mocniej lubuje się w Evanescencach czy inncyh We Are The Fallenach to raczej mocna pozycja.
MPG - wiem, że zjechane na każdą stronę, ale to jeden z ulubionych moich kawałków na DPP. Czytając tekst ciężko spodziewać się innej muzyki, tutaj wszystko współgra i buczy. IMO.
Eva- nie podoba mi się.
Sahara - uwielbiam. I ta końcówka jak dla mnie mogłaby lecieć z 5 minut. DT też potrafią przez wiele minut zapętlić jeden motyw i podobno to nawet świadczy o wielkości ich albumów. ;) Tylko, że mając łatgę progresywny tzreba to robić w symphonic to nie ma sensu?
WBTN - podoba mi się. Ciężko się czepiać.
FTHIOH - jedna z ładniejszych melodii jaką Tuomas stworzył imo, szkoda że tak brzydko opakowana.
TI,LoTW - też cieżko sie na siłę czepiać. Dzięki pierwszemu mamy najlepszy klip zespołu, a drugi Moondancem nie bedzie, ale chyba nie probował.
Wilki -przereklamowane moim zdaniem i nigdy się do nich nie przekonam. Nie podobają mi się. Tyle było mowy o niepasujących elementach w innych kawałkach, nagle 7dttw to podobno najlepszy numer , w którym zwrotki sobie, refreny sobie, potem Anette wyskakuje jak Filip i wyje, do czego to pasuje i z czym się łączy?
Jak dla mnie jedyną mocną strona tego utworu jest końcówka. I tylko tyle.
MoH - podoba mi się. Chór gospel, nowość w twórczości więc i słuchaczom może "nie pasować" do niczego.
Ta są moje odczucia jako fana zespołu. Nie zmienia to faktu, że zestawieniu z pozostałymi albuami całość nawet przy lepszych momentach wypada blado.
Żałuję tylko, że Anecie było dane zaśpiewać tylko na jednej dobrej płycie, bo czuję że jeszcze wiele by mogła pokazać. A na DPP właściwie nie pokazała nic.
wszystkie obiegowe opinie, które są bez specjalnego myślenia powtarzane co rusz przez większość fanów słynących z obiektywnego podejścia do muzyki.
Ja znam też inne obiegowe
i nie tylko z jednego miejsca w sieci, zresztą płyta jest o wiele lepiej przyjmowana za granicą niż w Polsce ;).To co można zauważyć to tą płytę zjechała część fanów ale co znamienne, w większości nie zjechała jej główna krytyka i prasa.
Wlaściwie media i prasa ciepło ją przyjeły i to zazwyczaj ta najbardziej prestiżowe i znaczące tytuły jak Kerrang, główny Metal Hammer, u nas Teraz Rock i wiele innych gazet i portali. Taka ciekawostka, śmieszny fakt MH polski (który jest słabiutki notabene). Będąc tubą propgandową metalmindu programowo słabo oceniał wszystko od konkurencyjnej wytwórni czyli Mystica a swoje tytuły oczywiście na maxa promując, mimo że często nie zasługiwały. Nie zjechał tej płyty bo według recenzenta nie sposób nie docenić ;).Także ogólnie ciepłe przyjęcie miało DPP, natomiast wsród fanów lepsze za granicą niż w Polsce.
Tacy ludzie - których osobiście cenię - jak Kaczkowski, Weiss, Chachlowski czy Skarżyński o płycie mieli zdanie pozytywne, to część fanów odpowiada za niektóre obiegowe opinie.
Oczywiście płyta jest słabsza niż IM czy Once ale na pewno nie zasługuje na steki pomyj i absurdalnych zarzutów które są nieraz pod jej adresem wysuwane.
Uwielbiam DPP ale Tuomas z Master Passion Greed przesadził fakt ja Marcela tez nienawidzę ale to było nie na miejscu..