Teoretycznie, lektury szkolne mają dać nam pojęcie o ewolucji epok literackich poprzez przedstawienie najwybitniejszych i najbardziej typowych dzieł tamtych czasów. Mają poszerzyć naszą wiedzę o historii Polski i Europy oraz przedstawić nam sylwetki typowych osobistości tamtych czasów. Pokazać nam język, zwyczaje, przekonania, rozbudzić poczucie patriotyzmu itd. Myślę, że ogólna koncepcja nie jest zła, ale przymus czytania całości jest niezbyt trafny, a i ilość dzieł jest zbyt duża. Niektóre książki są dobre tylko dla koneserów i tylko prawdziwie dociekliwi miłośnicy tak naprawdę zrozumieją je i pokochają. Uczniowie muszą je czytać, choć często ich nie pojmują, nie lubią i w ten sposób zniechęcają się nie tylko do czytania, ale i do polskiej kultury, do patriotyzmu. I tak, co miało pobudzać w nas uczucia patriotyczne, tłamsi je, bo, jak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej. Patriotów wśród młodych najwięcej było podczas wojen i zaborów, gdy chciano ich odebrać polskość, gdy jej zabraniano, a teraz się ją wciska na siłę, w nadmiarze, przemocą do umysłów młodych i odnosi to taki efekt, że ludzi mdli na myśl o słowie "patriota", które kojarzy mu się od razu z "wieszczami", "dziadami" i "winkelriedami", ze stresem przed sprawdzianami, z jedynkami, ze wściekłymi rodzicami... Nie jestem zwolenniczką zmuszania ludzi do czytania. Młodych powinno się do tego łagodnie zachęcać: krzewmy kulturę narodową, wprowadzając pomiędzy "Chłopów" pozycje i takie, które uczniom się spodobają. Wierzę, że w każdej epoce, a w każdym razie, w większości są dzieła ciekawe i intrygujące, którymi można zastąpić niektóre lektury. Niektóre pewnie muszą zostać (nauka to nie tylko przyjemność), ale inne można wyrzucić, lub zastąpić. Powinno się też dać uczniom możliwość wyboru: możesz to przeczytać, ale nie na siłę, możesz przeczytać streszczenie i opracowanie, a ja, nauczyciel, pomogę Ci je zrozumieć i zinterpretować. Czasem lektura książki wcale nie prowadzi do jej zrozumienia (przeczytałam np. całych "Szewców" i ni w ząb nie pojmuję).
Są lektury, które bardzo lubię np. "Mistrza i Małgorzatę", "Zbrodnię i karę", a ostatnio pokochałam "Lalkę". Niektóre moje koleżanki lubią "Ludzi Bezdomnych", "Dżumę" i "Proces" (nie był najgorszy), "Cudzoziemkę" (też dało się ugryźć), ale większość nie polubi, ba!, nie pojmie, np. "Ferdydurke", czy "Kordiana". Ponadto, w trzyletnim liceum tak szeroki wachlarz lektur jest niemal niemożliwy do pojęcia rozumem (po 2/3 lektury miesięcznie wykluczają możliwość czytania innych książek - i to ma krzewić miłość do literatury? Zmuszanie ludzi do czytania dramatów romantycznych dzień i noc, co wyklucza możliwość czytania dla przyjemności?). Ten program wymaga pewnych reform: krzewmy kulturę narodową, ale nie na siłę! Oczywiście, zawsze będą leserzy, którzy będą narzekać, olewać, wzruszać ramionami, ale w tym głowa Ministerstwa Edukacji, by takich było jak najmniej, dzięki odpowiedniemu, zachęcającemu tokowi nauczania.
Znowu się rozpisałam. Pardon. Chyba napisałam jakąś trawestację "Wielkiej Improwizacji" Konrada z III części "Dziadów". Ciekawe, czy ktoś to przeczyta? :happy: