No i wróciłem z Gniezna.
Bilet na pociąg kupowałem w ostatniej chwili bo na podstawie tego co się działo w Poznaniu choćby z piątek nie wiadomo było czy pogoda nie storpeduje moich planów. Jak się później okazało parasol się przydał, ale o tym później ;)
Jako że byłem na Koronacji już po raz 4. trasę na plac pod katedrą pamiętałem dobrze i nie było konieczności pytania o drogę. Po przybyciu wszedłem na "punkt widokowy" żeby ogarnąć wzrokiem obozowisko i zobaczyć jak się prezentuje - było zdecydowanie lepiej niż przed rokiem. Pogoda też dopisała, zapowiadała się nawet powtórka z dwóch poprzednich edycji, kiedy upał był niemiłosierny. Na szczęście co jakiś czas robiło się chłodniej, więc aż tyle potu nie wylałem. Zacząłem od chodzenia po kramach, co zwykle jest dla mnie jednym z najciekawszych punktów programu. Wśród ciekawostek mogę wymienić kram z planszowymi grami historycznymi (nie mówię tu o "papierowych" planszach) i czy miejsce, gdzie swoją wiedzą dzielił się sokolnik. Jedzenia też było sporo- niekoniecznie z epoki; ceny wysokie, ale z biegiem czasu spadały ;)
W tle trwał konkurs łuczniczy, który w poprzednich latach organizowano w pobliskiej dolince, a tym razem sprowadzono na plac główny, co trochę utrudniało chodzenie, bo spore obszary placu były odgrodzone.
W pewnym momencie konkurs został przerwany, gdyż spadł deszcz i to dość gwałtowny. Po ustąpieniu ulewy konkurs dokończono, jednak przerwa ta spowodowała opóźnienia w późniejszym programie. (Co ciekawe, zwycięzcą okazał się po raz trzeci ten sam łucznik- podobno ma zakaz brania udziału w następnych edycjach :D Wśród startujących było też kilka kobiet.).
Później były walki toczone na broń ręczną- zarówno indywidualne, jak i starcia drużyn w różnych konfiguracjach. Pierwszego dnia stoczono walki eliminacyjne, a te rozstrzygające o głównym trofeum zostawiono na niedzielę.
Trochę przyglądałem się walkom, a trochę chodziłem po kramach korzystając z tego że, jak wspomniałem z biegiem czasu ceny niektórych produktów spadły.
Po walkach na miejscu umownie zwanym sceną pojawił się najpierw zespół humorystycznie odtwarzający legendę o Lechu, Czechu i Rusie, a po nich pojawił się polsko-hiszpański zespół Liarman (znalazłem na YT ich występ, dany co prawda przy innej okazji, ale w Gnieźnie to też zagrali:
). Stylowo ich muzyka różniła się od tego czego było można było posłuchać na Koronacji w zeszłych latach (Percival Schuttenbach, Holloenek Hungarica) i może stąd mniejsze zainteresowanie ich występem. Instrumentarium mieli jednak bogate (lira korbowa, gitara, flet, tamburyn, skrzypce) więc mimo iż nie jest to mój klimat chętnie ich słuchałem.
Punktem kończącym pierwszy dzień była zawsze inscenizacja koronacji Bolesława Chrobrego, która tego roku była przewidziana na godzinę 21:30 i miała mieć formę wysoce eksperymentalną. Zdążyłem się już pogodzić z tym że nigdy nie udaje mi się obejrzeć inscenizacji do końca, bo mam wcześniej pociąg powrotny do Poznania. Tym razem też tak było. Inna sprawa że tegoroczne przedstawienie niezbyt przypadło mi do gustu. Łączyło ono nowoczesność (lasery, muzyka elektroniczna) z historią (występy drużyn, z których zdążyłem jednak zobaczyć tylko marsz z pochodniami). Muszę poszukać czy ktoś wrzuci na YT jakieś dłuższe fragmenty - ciekawe jak to się później potoczyło.
Ok. 22 wyruszyłem w drogę na dworzec i przy tej okazji wydało się że choć był to mój czwarty pobyt na tej imprezie, a droga na dworzec nie jest zbyt długa, to i tak udało mi się źle skręcić. Na szczęście miałem mały zapas czasu, a do tego pociąg się spóźnił, więc problemów nie było. I w ten sposób mój czwarty pobyt na Koronacji Królewskiej dobiegł końca.