Chociaż bohaterowi udało się w jakiś sposób pogodzić z odejściem miłości, to jednak nie potrafi pogodzić się ze swoją samotnością. Uporządkował swoje wspomnienia, one są spokojne, uśmiechają się do niego, ale stracił kogoś/coś, kto był dla niego wszystkim. Nie potrafi sam poradzić sobie z codziennością.
Ty jesteś księżycem kontrolującym me czarne wody.
Ty jesteś krainą w mym mrocznym wnętrzu.
Zostań u mego boku, aż wszystko spowije wieczna ciemność!
Tak bardzo chce połączyć się ze swoją miłością, chce by pozostała przy nim, by mógł odejść czując ją.
Ale…
Wspomnienia o domu na łożu śmierci
Nigdy nie pozwolą mi odejść!
(…)
Twarze z przeszłości wołają, bym wrócił do domu,
Bym z czcią dotknął rzeki…
(…)
Twarze z przeszłości wołają, bym wrócił do domu -
Spoczywajcie w pokoju i pamiętajcie mnie!
Coś każe mu zostać, ale coś też pragnie by odszedł… Musi podjąć decyzję co dalej, co robi w ostatniej linijce refrenu. Żegna się z umarłymi, prosi tylko, by o nim pamiętali.
Trochę inaczej interpretowałabym całość gdyby nie to, że mam kolejny utwór, a jak powiedziałam cała płyta jest jedną opowieścią. A że nie kończy się tym utworem, każe mi to myśleć, że taką właśnie decyzję podjął bohater.