Jako żona i mama dwójki maluchów jestem szczególnie wyczulona na hasło “dziecko” - pod każdym względem;)) Rzecz jasna na swoje drodze trafiają mnie różnorakie upadki i wzloty, ale “grunt oby do przodu”
Rozumiem. Kiedyś przeglądalam encyklopedię i przez przypadek dowiedziałam się, że popularny skrót mojego imienia to także nazwa ropuchy. Moja bliźniaczka nie omieszkała tego wykorzystać.
a ja bym bardzo chciała. dzieci to teraz taki mój życiowy cel :) marzę o górach pieluch, problemach wychowawczych i szczęściem jakie płynie z bycia matką i tworzenia rodziny :) czekam na to coraz bardziej nieszczęśliwie i mam nadzieję, że niedługo ten czas nadejdzie, bo już najwyższa pora :)
Ta góra pieluch czy w ogóle ubrań, do zakładania, zmieniania, prania, prasowania po jakimś czasie zaczyna nudzić, ale jakakolwiek interakcji z tym mały Człowieczkiem wszystko wynagradza. :)
Ja nie przepadam za małymi dziećmi z powodu mojego dużo młodszego brata, który aktualnie ma 6 lat. Nie znaczy to, że go nie kocham, czy coś w tym stylu. W ogień bym za nim wskoczył, ale za dużo hałasu robi, a to coś, czego nie znoszę :)
Nie przepadam za dziećmi. Właśnie to jest w tym najgorsze- góry pieluch, przewijania, karmienia, dbania, wstawania w środku nocy, przewijania, uspokajania, noszenia. To nie dla mnie. Dzieci zaczynają być znośne dopiero kiedy podrosną, a i tak marudzą, narzekają, chcą tysiąca rzeczy które i tak im nie są potrzebne, chociaż one tego nie zrozumieją bo są za małe. Mam brata, który ma 10 lat. Gdy się urodził rodzice przestali na mnie zwracać uwagę, bo Olek był w centrum wszechświata. Do dziś mam do niego o to żal, bo pomimo, że to nie jest jego wina, to i tak nadal jest wielbiony przez większość rodziny bo jest najmłodszy. Jedynym wyjątkiem jest mój 7-letni kuzyn. On jest naprawdę kochany i bardzo posłuszny. Można powiedzieć, że to jedyne dziecko, które naprawdę mnie obchodzi. Wiem, że to co mówię jest okrutne, ale nie umiem pokochać małych dzieci.
I dobrze. Na razie to nie jest wskazane, ale podejrzewam, że za jakiś czas ci się odmieni
Ja też nie lubiłam dzieci i zawsze twierdziłam, że nie chcę ich mieć. Gdy miałam 18 lat moja siostra urodziła synka. Później jeszcze córeczkę. Uwielbiam spędzać z nimi czas, staram się jak najczęściej ich odwiedzać. I nie wyobrażam sobie żeby w moim życiu miało zabraknąć dziecięcego śmiechu
Zmienił nam się trochę tryb zakładania rodziny - kiedyś to był priorytet, dziś jest nim kariera. Ludzie najpierw chcą się zrealizować a dopiero potem poświęcić partnerce/partnerowi i dzieciom. Ze mną nie jest inaczej - uważam, że mam czas. Ponadto wiem, że do pewnych opcji muszę jeszcze dorosnąć. To już jest kwestia indywidualna, każdy sam wie kiedy jest jego czas. ;)
Jeśli o dzieci chodzi - często obserwując innych rodziców zastanawiam się, co ja bym zrobił w danej sytuacji, jak się zachował itp. Lubię myśleć nad tym jak wychowam swoje dzieci, jakich błędów nie popełniać... Tutaj konieczna jest współpraca obojga rodziców, więc pierwszym moim zmartwieniem jest znalezienie odpowiedniej osoby. :)
Cóż, ostatnio byłem w roli opiekuna na przedstawieniu klasy kuzyna (3 podst.). Było świetne i chętnie adoptowałbym wszystkich tych małych aktorów. :D Poczekam jednak na "ten czas". ;)
A ja mogłabym poświęcić się właśnie rodzinie. Tylko niestety mamy takie czasy, że trzeba mieć za co utrzymać te dzieci. A z jednej pensji nie zawsze na to starcza… Jakby to głupio nie zabrzmiało, ale na dzieci mnie po prostu najzwyczajniej w świecie nie stać…
To nie brzmi głupio. Chciałbym, żeby moje dziecko miało brata i siostrę. Jednocześnie chciałbym, by mu niczego nie brakowało. I nagle powstaje niezręczna cisza w głowie i stop myśli. Albo jedno albo drugie.
Lubię dzieci, oczywiście trzeba czekać na odpowiedni moment i osobę, ale jestem niemalże w 100% pewna , że najchętniej wychowałabym 2 synów, ze względu na przejścia jakie mieli moi rodzice ze mną uważam, że dziewczynki sa bardziej problematyczne ;D
Dziecko to nie żarty, trzeba starać się mu sprzedać takie wartości, które będzie doceniało i pokazać mu o co chodzi w tym życiu. Ponadto nauka odpowiedzialności i tych wszystkich innych ważnych rzeczy to też wyzwanie, należy dziecko otoczyć miłością, ale nie taką toksyczną, która przemieni go w życiowego kalekę.
Tak się wydaje, według mnie przynajmniej. Wszystko zależy na jakim poziomie chcesz utrzymywać dzieci, jeśli chcesz im dać miłość, ubranka po córce siostry i wczasy u dziadków, to nie jest to aż tak droga impreza. Jeśli wolisz zafundować wysoki standard, nowe ciuszki i wczasy w Chorwacji - no to za pewne większy. Poza tym sądzę, że nie byłabyś jedyną osobą odpowiedzialną?
Stawiam na rodzeństwo - na to niestety zegar biologiczny tyka nieubłaganie. Rosnące wydatki powodują poszukiwanie nowych dróg zarobkowania a to podnosi standard życia.
To bardzo ślepy zaułek myślenie “nie stać mnie”. Jak się chce, to jakoś da radę.
Tyka, tyka, ale jeszcze mamy trochę czasu. Na decyzje o dziecku składa się wiele czynników i każdy dojrzały człowiek powinien się rozliczyć z tymi czynnikami i podjąć odpowiednią jego zdaniem decyzje. Sam mam 4 rodzeństwa, a żona jest jedynaczką. Nasze cele "ilościowe" jakby trzeba dopasować. :) Niemniej jednak nie wyobrażam sobie życia bez żadnej pociechy. :)