A ja wciąż nie mogę uwierzyć, że to się zdarzyło naprawdę...
Myśląc o tym, że w końcu zobaczę zespół, który od jakichś 8 lat jest dla mnie jedną z największych inspiracji w życiu (jeśli nie największą), miałam łzy w oczach, ale koniec końców wyszło na to, że bardziej przeżywałam wszystko, zanim jeszcze się wydarzyło.
Korzystając z całodziennego biletu, postanowiłam zobaczyć Ensiferum. Na trawce przed sceną byłam jakieś pół godziny przed występem, więc siedziałam sobie w cieniu i czekałam. Ok. 10 minut przed rozpoczęciem w kadr wszedł mi osobnik w czarnej czapce, okularach przeciwsłonecznych i czarnej koszuli bez rękawów z logiem Nightwish. Gapiłam się jak mnie mijał i nagle w mojej głowie zadzwonił dzwoneczek "Tero Kinnunen". Rozkminiałam, czy to faktycznie mógł być on i doszłam do wniosku, że przecież Ensiferum też jest z Finlandii, więc sobie pożyczyli od NW dźwiękowca. Wypatrywałam go po koncercie, ale zaginął w akcji, a szkoda, bo dla mnie stanowi ważny element Najtłisza i byłoby cudownie zrobić sobie z nim zdjęcie. Z braku Tero wyruszyłam z Miriam szukać Was i udało nam się odnaleźć odpowiedni stół. Fajnie było zobaczyć buźki, które kojarzyłam z forum i z fejsa! Nie byłam zbyt gadatliwa, ale onieśmieliła mnie taka ilość ludzi (jestem tylko małym fińskim wstydzioszkiem :P ) no i myślę, że wewnętrznie byłam w ciężkim szoku, że w końcu zobaczę NW, co też swoje robiło. Anyway, mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się zorganizować zlocik i że zamienię z każdym więcej, niż parę słów, bo wszyscy jesteście świetnymi ludkami ^^
Co do samego koncertu Nightwisha to był niesamowity, mimo niedogodnień w postaci surferów (czyjś glan zostawił mi fajnego siniaka na buzi). Setlista była dość przeciętna, przyznam, że ciągle czekałam na "coś" i nim się obejrzałam, dotraliśmy do TGSOE. "My Walden" pozostawało w mojej sferze marzeń, ale myślałam, że zagrają chociaż jakiś hit typu "She is my sin" czy WIHAA. Kto by pomyślał, że to wszystko trwało 1,5 godziny? Mi zleciało jak 5 minut... Patrzyłam i nie wierzyłam, że to nie sen. Pałeczka Kaia, którą udało mi się złapać sprowadza mnie na ziemię i utwierdza w tym, że byłam tam naprawdę. Poza pałeczką, dostałam też wodę w spadku po Tuomasie, którą rzucił Tero. To pewnie zachowanie psychofanowskie, ale nie wyrzucę tej butelki, bo jest dotknięta-przez-Tero i niewypita-przez-Tuomasa, więc pełni podwójną funkcję relikwii koncertowej ♥ Stanie na honorowym miejscu obok wody rzuconej przez Kotipelto.
Myślałam sobie dużo o tym koncercie i doszłam do wniosku, że Nightwish jest dla mnie trochę jak postaci z książek, coś tak pięknego, że nie może być prawdziwe. Uwierzę w ich istnienie dopiero, jak ich dotknę... :D W chwili obecnej leczę pokoncertowego kaca winem, jak św. Tomasz z Holopajnu przykazał i słucham "Imaginaerum (The Score)" na zmianę z orkiestralną wersją EFMB. Nie wiem, czy faktycznie tak było, ale wydawało mi się, że zespół był zaskoczony naszym entuzjazmem. Oby dzięki temu zapamiętali Polskę i postanowili tu wrócić na koncert klubowy :)