Mianowicie, moje spostrzeżenia są następujące: szacunek powinien być rzeczą obopólną. Uczniowie, jako młodsi wiekiem zobowiązani są, ma się rozumieć, do uprzejmości wobec nauczyciela, ale nauczyciel też powinien traktować uczniów jak ludzi, a nie głupie, podległe mu skrzaty.
Nauczyciel jest tylko człowiekiem; ma swój charakterek, swoje wady i złe dni, więc uczeń lubić na siłę go nie musi, może zgłaszać sprzeciw wobec jego zachowań, o ile uzna je za nieodpowiednie, ale musi robić to z kulturą. Jeżeli nauczyciel jest nie fair, naprawdę nie fair, to rzucanie pineskami w niego nic nie da. ;) W tym wypadku uczeń powinien grzecznie (starając się panować nad emocjami, choć wiem z doświadczenia, że czasem to nie wychodzi) przedstawić nauczycielowi jego punkt widzenia, lub zgłosić się z problemem do pedagoga. Przecież przemocą nic się nie da zwojować, a już szczególnie, kiedy mamy do czynienia z konfliktem między osobami o różnej randze, wieku - nauczyciel zawsze będzie miał większe pole działania i więcej przywilejów (taka jest prawda, choć nikt tego wprost nie przyzna - nauczyciel, jako dorosły, doświadczony pracownik jest chroniony, popierany bardziej niż zwykły uczeń), bo w razie konfliktu dyrekcja uwierzy komu: pracownikowi z dziesięcioletnim stażem, czy piętnastoletniemu wyrostkowi?
Najlepsza jest sytuacja, gdy uczeń i nauczyciel są w stanie dostrzec swoje wzajemne wady, rozumieć je i szanować, a problemy rozwiązywać poprzez kulturalną rozmowę, a nie krzykami, ale wiemy, że tak się nie da.
Wiele razy byłam świadkiem, gdy uczeń był zwyczajnie wredny i złośliwy; naskarżył mamuńci i tatusiowi, bo pani zła i za dużo zadaje, a jak się nie odrobi to postawi nawet jedynkę, ba! uwagę! Wobec tego, nic dziwnego, że uczniom trudniej wierzyć, ciężej zaufać ich osądom na temat nauczycieli, bo są one zbyt często podyktowane egoizmem, lenistwem, złośliwością... Tymczasem, zdarza się, że nauczyciel też potrafi być nie fair! I kto wtedy uwierzy uczniom, skoro wcześniej kablowali na nauczycieli z powodu karygodnego nadmiaru prac domowych? Nikt, albo prawie nikt; wtedy, oczywiście zostaną podjęte kroki w celu zażegnania konfliktu, ale rozwiązanie kwestii będzie zapewne korzystne głównie dla nauczyciela, a uczniów poprosi się o wyrozumiałość i nie drążenie kwestii.
Ech, nauczyciele nie powinni przynosić swoich domowych problemów do pracy (uczniowie też nie, ale nauczyciele to pracownicy, a nie nastolatkowie z problemami i powinni się nieco bardziej kontrolować), a robią to aż za często i nikt wtedy nie obroni ucznia przed złym humorem mentora. Byłam świadkiem, gdy nauczycielka po przepytaniu połowy klasy (większość nic nie umiała) zapytała dziewczynę, świetną uczennicę, przygotowaną do odpowiedzi i doprowadziła ją do płaczu, bo nie dała jej nawet się chwilę zastanowić nad odpowiedzią na zadane pytania. W dodatku, zaczęła ją pytać z rzeczy, których nie kazała się uczyć. Wszystko przez to, że inni nie byli przygotowani i zdenerwowali kobietę tak bardzo, że wyładowała się na kimś, kto naprawdę na to nie zasłużył. Czy to było fair? Nie, a jaka była reakcja wychowawczyni, gdy poprosiliśmy ją o rozmowę z ową nauczycielką: "To specyficzna kobieta, czy chcecie mieć z nią konflikt? Mogę z nią porozmawiać, ale wolałabym nie, bo... (myślę, że -> bo ta kobieta jest ode mnie starsza, bardziej doświadczona i nie chcę mieć w niej wroga)". Ciężko jest w takim wypadku mówić o obopólnym szacunku i równych prawach, skoro nie można w żaden sposób mitygować nauczyciela, gdy popełni błąd bez urażenia jego dumy, czy powiedzenia czegoś niestosownego.
Następnego dnia ta sama nauczycielka nie przeprosiła, tylko wielce obruszona powiedziała do dziewczyny, że "za bardzo się emocjonuje!". Żadnego przyznania się do błędu. Nic. Myślę, że było kobiecie trochę głupio, ale nie umiała się do tego przyznać. Pozwoliła dziewczynie poprawić odpowiedź, jakby udzielała jej łaski. Zwykłe "przepraszam", czy to tak dużo? Inni nauczyciele o sprawie słyszeli i nie bardzo wiedzieli, co zrobić.
Nauczyciel zabrania nam krzyczeć i emocjonować się podczas rozmowy z nim, a sam nieraz łamie te ustanowione zasady konwersacji. Prawda jest taka, że jesteśmy tylko ludźmi; i uczniowie i nauczyciele, więc zawsze będzie tak, że ten szacunek będzie obopólnie szwankował - czasem słusznie nieokazywany, a czasem bardzo niesprawiedliwie. Niemniej, powinniśmy dążyć do jego okazywania w najwyższym, możliwym stopniu.
Naplątałam. Jak zawsze. :P