Jadalnia

Babcia napiekła, a że jestem szkieletorem i mogę jeść bez konsekwencji... Zjem za Was wszystkich! :)

Jadę do Ciebie! :D Póki co zjadłem 5, ale więcej raczej nie dam rady :)

Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, kiedy moja Śp. babcia smażyła wielką górę pączków w każdy Tłusty Czwartek, nadziewała je własnej roboty dżemem z truskawek, a do jednego pączka wkładała migdał. Wieczorem zjeżdżała się cała rodzina i wszyscy zajadali pączki. Ten, kto trafił na egzemplarz z migdałem miał mieć wielkie szczęście w niedalekiej przyszłości ;) To były czasy. I te pączusie... Mmmmm

1 polubienie

A ja tak się nastawiałam na robienie pączków, zawczasu poczyniłam odpowiednie zakupy produktowe typu "wiejskie jajka" i... rano przyjechała teściowa z dwoma kartonami "gotowców" :dodgy:

W takim układzie moje hand-made'y muszą poczekać na Ostatki. Faworki też (albowiem wczoraj nikt by ich już nie wepchnął...)

Już się rozliczam: zjadałam jednego pączusia z nadzieniem toffi- pycha:)

Omg, ja zjadłam... hm... przy 5 straciłam rachubę :blush:

Czego nie zjesz?

Nie jadłam owoców morza i mimo mody i wielu poleceń nie mogę się przekonać. Dla mnie to "robale";)

Nie planuje próbować zupy czerniny ani żadnych płucek.

Czernina gości na moim wigilijnym stole od zawsze, ale również nie zamierzam jej tknąć. Od dłuższego czasu nie przepadam za kapuśniakiem czy ogórkową... Do tego nie jadam golonki i galatów (przez niektórych zwany "galartem").

Owoce morza? Nie miałem styczności z krewetkami i im podobnym... We Włoszech widziałem w lodówkach zamrożone macki ośmiorniczek... eee... Wyglądały tak apetycznie, że jednak zostanę przy pierogach ruskich. :D

Krewetki są spoko, smakują trochę jak ryba, ale są takie hmh... delikatniejsze? Jak ryb nie lubię, tak krewetki zajadam z chęcią ;) Szkoda tylko że nie należą do tych najtańszych rarytasów :D

Jadam to, co "nasze", preferuję rodzimą kuchnię i to tłumaczy, że zdecydowane nie mówię sushi (i pochodnym), owocom morza, oliwie z oliwek (tak, nawet temu. Choćby nie wiem, jak delikatna "bezzapachowa" etc. dla mnie, no ... nie pachnie atrakcyjnie i powoduje odruch wymiotny, nawet w przypadku próby "przemycenia" w sałatce. Nie.) "Obcych", do których, no dobra, się przekonałam to olej ryżowy, pizza (choć w wariancie rodzimej modyfikacji), makarony i niektóre owoce (co jednak nie zmienia faktu, że najbardziej kocham nasze, rodzime (nie sprowadzane np. z Hiszpanii!!!) jabłka i truskawki).

1 polubienie

Kocham nasze polskie jadełko:) Jestem bardzo ostrożna w eksperymentowaniu w kuchni. Nie umiem stosować świeżych ziół, pomijając że np. mocno uznana bazylia na surowo, to zbyt intensywny aromat jak dla mnie.

Jednostkowo jednak smakuje nowe kulinarne pomysły mojej imprezowej ekipy, np: sałata rucola, mozzarella, pomidorek koktajlowy+ sos grecki- polecam:)

Nie mogłam się oprzeć, żeby nie podzielić się z Wami tą foteczką:

Macie może swoje pomysły na owocowe interpretacje kulinarne?

Tęcza :D

Owoce są dobre zawsze, wszędzie i chyba w każdej postaci. Moje ulubione w tym momencie wariacje z owocem:

Sałtka 1.

-polędwica sopocka pokrojona w drobniutką kostkę

-kukurydza

-pędy bambusa

-seler "nitki" z zalewy

-ser żółty starty

-ananas w drobną kostkę

-majonez , sól, pieprz

Wszystko wymieszać.

Sałatka 2.

sałata lodowa+pomidor+kiełki brokuła+żurawina+ marchew+orzechy nerkowca

sos: musztarda+miód+olej+zioła

I na koniec bomba kaloryczna :

-kajmak + pokruszone herbatniki ułożyć w tortownicy (najlepiej wyłożonej folią spożywczą taką przeźroczystą) i wstawić do lodówki a w tym czasie:

-ugotować budyń waniliowy z mniejszą niż w przepisie ilością mleka (około 350-400ml zamiast 500ml) , gdy ostygnie pokroić do niego banany w pół plasterki (na jedeń budyń 2 banany)

-położyć masę bananowo-budyniową na kajmako-ciastka i wszystko włożyć do lodówki na 5h lub najpierw do zamrażalki, potem do lodówki.

Przed podaniem dekorujemy bitą śmietaną.

Sałatki intrygujące, wypróbuję:)

To idę zjeść pomarańcza:)

A ja sobie właśnie jem pieczonego kurczaczka z frytkami :3

Kiwi... truskawki... ♥

Mi tam do malin tęskno! Truskawki to ja przy szosie sprzedaję latem... mamy dość duże poletko za domem. :)

Macie jakieś propozycje na proste, studenckie dania dla nie-studenta o wątpliwej zasobności portfela i znikomej zręczności kulinarnej? :)

Adrian, proszę bardzo:

1.gotujemy dowolny makaron, na patelnie odrobinę masła, wrzucamy makaron, na makaron ser zółty starty(ew. serek topiony), posypujemy majerankiem i wlewamy odrobinę śmietany- mieszamy do roztopienia sera

2. gotujemy ryż, na patelnie odrobinę masła,szklimy pokrojoną cebulę, wrzucamy ryż, dodajemy pokrojone resztki wędlin(można mortadelę czy serdelową), dodajemy pokrojonego ogórka zielonego (można i pomidora),posypujemy startym serem żółtym (ew. serkiem topionym), mieszamy do rozpuszczenia sera, można polać keczupem

3.resztki wędlin obsmażamy na tłuszczu na patelni (można mortadele czy parówki), wrzucamy do garnka, na patelni szklimy cebulę,wrzucamy do garnka, zalewamy zakrywając składniki wodą, solimy ew. jarzynka czy kostka rosołowa, gotujemy 5 min,dodajemy koncentrat pomidorowy ew. keczup, odrobina śmietany (można dodać pokrojonego ogórka kiszonego czy konserwowego i paprykę surową czy marynowaną, zagotować), podawać z makaronem czy ryżem.

Smacznego:)

1 polubienie

Ja mam bardzo podobnie jak margoQ - zdecydowanie preferuję najbardziej to co "nasze" ;) Owoców morza również nie jadam (nie żebym była jakimś zadeklarowanym wrogiem, raczej jakoś nie było okazji spróbować, a sama robić nie będę). Poza tym nie znoszę ananasa prawie w żadnej konfiguracji, zwłaszcza z daniami mięsnymi. Wyjątkiem jest sok ananasowy w koktajlu Pinacolada :P

1 polubienie