Leaves' Eyes – norweski zespół muzyczny grający muzykę w stylu gothic metal. Zespół powstał w 2003 roku z inicjatywy Liv Kristine i jej męża, Alexandra Krulla.
Znacie? Lubicie ten zespół i piękną Liv? :)
Leaves' Eyes – norweski zespół muzyczny grający muzykę w stylu gothic metal. Zespół powstał w 2003 roku z inicjatywy Liv Kristine i jej męża, Alexandra Krulla.
Znacie? Lubicie ten zespół i piękną Liv? :)
Leaves Eyes to ciekawa historia. Jest to przykład zespołu, który się bardzo rozwinął i w tej chwili jest pierwszoligową kapelą :). Pierwsze dwie płyty były przeciętne i nierówne, słodziutki głos Liv też nie pomagał (najlepsze kawałki były zazwyczaj na Ep-kach i singlach), przełom przyszedł wraz z Njord, które jest udanym wydawnictwem. Następna płyta Meredead, zaprezentowała jeszcze większe elementy folkowe (które zawsze były obecne w muzyce zespołu) i przesunęła grupę w znaczym stopniu w kierunku symphonic/ folk metalu, na tej płycie gościnnie wystąpiła też Maite Itoiz (jedna z moich ulubionych wokalistek) i jej mąż John Kelly (z tych Kelly :P)
Ostatnia płyta Symphonies of The Night, to już w ogóle wyśmienita rzecz z zupełnie innym śpiewem Liv. W zeszłym roku dużo tego albumu słuchałem.
Leaves Eyes gra w tej chwili w lidze powiedzmy nowej Xandrii, Edenbridge, Epiki, Lyriel, Diabulus in Musica, Ancient Bards itp, czyli może nie koryfeusze gatunku, ale porządne kapele. Za to elementy folkowe są tym, co wyróżnia LE, zawsze używają żywych instrumentów dodatkowych, a nie programowania.
Lubię też ich akustyczne wersje różnych kawałków, nawet kiedyś koncert akustyczny obejrzałem.
Lubie lajtowe Vinland Saga czy Njord , takie lekkie, przyjemne i niezbyt ambitne granie. Ostatnia płyta "Symphonies Of The Night" to bardzo ciekawe i udane wydawnictwo. Kto by się tego spodziewał? Na plus: naprawdę udane kompozycje i wokal Liv, która nie śpiewa zbyt słodko swoim głosikiem.
Co by się już nie rozdrabniać tematycznie na Liv Kristine solo, to wrzucę tutaj. Świeży singiel i jest to najlepszy solowy singiel Liv od wielu lat, spowity gotyckim klimatem, nawet mi się kojarzy z Teatrem z okresu Aegis. Mam nadzieję, że taka będzie cała płyta, bo jej solowe albumy niestety nieraz zawierały zwykły pop/rock.
Szpoko, chociaż dużo bardziej słucham indie rocka, ale może być
A podobno w 2015 roku ma zespół wydać nową płytę ;)
Brzmi jak The 69 Eyes. I ten gość też podobny do Jyrkiego z The 69 Eyes. :)
A piosenka fajna, teledysk mniej, ale wszystko w klimacie. Wreszcie coś w miarę porządnego od Liv :)
Widać dużą różnicę w tym jak brzmi głos Liv Kristine teraz w porównaniu z czasami, gdy była wokalistką Theatre of Tragedy. A co do Leaves' Eyes to bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ich ostatnia płyta, była naprawdę dobra.
Jeśli chodzi o solowy singiel Liv to jak ktoś już wcześniej trafnie zauważył, przypomina nieco ToT za czasów Aegis więc nie jest źle. Czekam na więcej :D
Nowy album Liv Kristine jest już dostępny. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że to najlepsza jej solowa płyta (o co zresztą nie było trudno). Liv wreszcie nagrała płytę w 100% rockowo-metalową, na albumie nie ma żadnego popowego kawałka (sic!), zatem w stosunku do poprzednich jej wydawnictw nastąpił zwrot o 180 stopni, w ogóle przepaść jaka dzieli ten album od wcześniejszych jest zaskakująca...
Niemniej jest to materiał odległy od tego co prezentuje Leaves Eyes. W zasadzie żaden numer z Vervain nie mógłby być kawałkiem LE. Nie uświadczymy tu akustycznych brzmień, folkowych aranży, epickiej symfoniki, chórów itp. Jaka zatem jest solowa płyta Liv? Zdominowana przez gotyk. Balansująca między przebojowym gothic/dark rockiem a gothic metalem (gdzieniegdzie z doomowymi naleciałościami, kilka zagrywek może nawet się kojarzyć z My Dying Bride, choć raczej nie tym bardzo wczesnym). Czuć oczywiście pewne pokrewieństwo z Theatre of Tragedy z okresu Aegis, mimo że płyta zasadniczo ma ciut mocniejsze brzmienie gitar niż wspomniane Aegis, z drugiej strony nie operuje aż takim melancholijnym klimatem, jest bardziej melodyjna i przebojowa (oczywiście w granicach gatunku). Gdyby Teatr dalej kontynuował swój styl z lat 90-tych, zamiast tego co zaprezentowali na Musique i Assembly), to przy usunięciu męskiego wokalu i dodaniu ciutkę przebojowości, tak mogłaby brzmieć hipotetycznie następna płyta Teatru po Aegis.
Na płycie są dwa duety singlowe: Love Decay i Stronghold of Angels z Doro Pesch. W pierwszym wokalista End of Green od razu nasuwa skojarzenie z Raymondem na przykład w Lorelei . W drugim duecie, choć głos Doro nadaje klasycznie rockowy posmak, to muzycznie mamy do czynienia z przestrzenną gotycko-metalową balladą.
Myślę, że to płyta jakiej brakowało w jej dyskografii, Liv w gotyckim wydaniu już od dawna nie słyszeliśmy, więc ta płyta to swego rodzaju brakujące ogniwo, nawiązujące i podejmujące wątek sprzed lat. Nie wiem, ale pasuje mi tu określenie - "mroczna elegancja" (nawet jesli takie sformułowanie brzmi ciut pretensjonalnie :P). Bardzo ciężko wyróżnić jakiś numer, bo to wydawnictwo bardzo równe i bardzo spójne stylistycznie i gatunkowo. Muzyka, teksty, nawet okładka wszystko układa się w jeden całościowy pakiet. Przez to może brakować większego zróżnicowania, ale jest w tym artystyczna konsekwencja.
Na koniec ciekawostka: kompozytorami całego materiału są muzycy z Leaves Eyes (na czele z mężem Liv – Alexandrem Krullem). Mamy więc personalnie do czynienia z kamuflowanym albumem Leaves Eyes, który nie ma muzycznie nic wspólnego z LE. Jak widać muzycy tej formacji mają dość szerokie spektrum możliwości.;)
Zespół podpisał kontrakt z nową wytwórnia u której wyda swoją nową płytę w tym roku :)
https://m.facebook.com/?_rdr#!/story.php?story_fbid=10153163443543901&id=271709448900
"King of kings" tak zatytułowana będzie nowa płyta zespołu
http://peru.com/entretenimiento/musica/leaves-eyes-album-contara-coro-senor-anillos-noticia-357133
Patrząc tylko na okładkę, to się viking metalowo zrobiło :P. Niemniej mam nadzieję, że będzie dużo elementów folkowych, bo to jest coś, co ich wyróżnia z symfometalowej masy. ;)
Nowy utwór który znajdzie sie na nowej plycie LE nosi tytuł Halvdan the Black co o nim sądzicie? ;)
Wpada szybko w ucho. Pierwsze co mi przyszło do głowy to: "już prostszej linii melodycznej w refrenie chyba nie można zrobić" :D Podobny do "Hell to the Heaven". Jako singiel jest fajny, ale dupy nie urywa.
Na spotify już można przesłuchać nowy utwór zespołu do numeru Halvdan the Black i musze powiedzieć,że jest nieźle :)
Podobno kawałek "Edge of Steel" został nagrany z Simone Simons. Będzie zatem duet Liv i Simone. :)