Szkoda, że rodzice tych krzyczących kiedyś nie myśleli tak jak teraz oni sami...
Oglądacie czasem "Surowych rodziców"? Ja staram się oglądać bo uczę się jakich błędów unikać w przyszłości. Za zachowanie tych dzieci głównie są winni rodzice, którzy nie mają dla nich czasu i ich pociechy muszą szukać autorytetów gdzie indziej...
"Surowi rodzice" to patologia sama w sobie, program obrazuje dewizę "Arbeit macht frei", takiego bachora przetrzepią, napracuje się i "teoretycznie" wróci do normalności. Lubię to oglądać bo jest to śmieszne, co ta patologia potrafi zrobić, gdy np. nie mają papierosów albo każe im się pozmywać XD
Dodatkowo wynika, że większość tej patologii wozi się w dresach adidasa/stoprocent, mają nawet ładne domy/mieszkania, czyli z niewiadomo jak biednych rodzin nie pochodzą.
98% z nich wychowuje się bez ojca, który strzeliłby klapsa albo coś, a nie pitolenie o bezstresowym wychowaniu i wszystko byłoby cacy.
Rodzice po części też zawinili, że się zbytnio nie interesowali(nie wiemy tego), ale nie zapominajmy, że duży wpływ ma najbliższe środowisko, w którym dziecko się obraca. Wpadnie takie w jakąś patologię z np. pragi i mamy degenerata do ostrzału.
Nie oglądam, bo praktycznie w ogóle tv nie oglądam, ale staram się utrzymywać ład, porządek i zasady, choć czasami konsekwencja wymaga więcej wysiłku... Staram się też spędzać z moimi maluchami maksymalnie dużo czasu, pokazywać im różne miejsca i rzeczy. Nie wiem, czy to wystarczy - czas pokarze.
Tak tylko jako przerywnik: piszecie hipotetycznie.
Jak zaliczycie wychowanie i Wasze dzieci "pójdą w świat" zrozumiecie, że to nie jest tak jak myślicie:)
Jak dla mnie, to założenie rodziny jest najcięższym egzaminem, do którego nie masz notatek i nie da się ściągać.
Dokładnie motorade, nie znam jak do tej pory trudniejszej "sztuki" jak wychowanie człowieka.
Tyle, że te programy od początku do końca są wyreżyserowane… Niewiele w nich prawdy.
Za to kim dziecko się staje oczywiście największą odpowiedzialność ponoszą rodzice. Myślę, że to nie jest łatwe żeby dobrze wychować małego człowieka. Zwłaszcza jak już wyjdzie z domu - przedszkole, szkoła, zaczynają się wpływy rówieśników… Coraz trudniej nad tym zapanować… Dlatego już od początku trzeba myśleć z wyprzedzeniem, chociaż nie zawsze się da ![]()
Omg, czyli że co?
Mam nie wymagać i postawić na bezstresowe wychowanie? Na razie moje “umowy” i “zasady” się sprawdzają (tfu, tfu…)… Moi rodzice też byli niby na luzie, ale też i wymagali. Wyrośliśmy na ludzi, względnie dajemy sobie radę, więc może i mnie się uda ![]()
Hę? To to nie jest paradokument w rodzaju “Trudnych spraw” or something like that? Widziałam ze dwa odcinki, toż to jest sztuczne…
Ja lubię małe dzieci, a i dzieci często darzą mnie sympatią, ale nie wiem, jak by to było, gdybym musiała się nimi zajmować 24/7, karmić, sprzątać po nich, zmieniać pieluchy i tak dalej. Moja siostrzeniczka ma niecałe 4 lata i, chociaż jest z niej sympatyczny, inteligentny mały stworek, to jest też męcząca. A zazwyczaj zajmuję się nią krótko, i to tylko kiedy moja siostra przyjeżdża z Warszawy, takie coś już męczy, więc całego dnia latania za nią to ja sobie nie wyobrażam. Cóż.. Pewnie do tego dorosnę ![]()
Każdy wyrasta na ludzi i daje sobie radę, życie jest jedno:)
Wymagać, dawać "dobry" przykład- życie nimi pokieruje, rodzice to kolebka:)
No tutaj Beatka się nie zgodzę. Nie każdy wyrasta na ludzi, ale zdecydowana większość daje sobie radę i to mnie cieszy. :)
Nie każdy nadaje się też na rodzica.
Też się zdecydowanie nie zgodzę z tym, że każdy wyrasta na ludzi (choć wielu z pewnością w końcu daje sobie radę). Poza tym, miałam okazję obserwować dość przykry przypadek, gdy rodzice, mimo że chcieli dobrze, blokowali dziecko i rujnowali mu poczucie własnej wartości. Osoba ta ma teraz 40 lat i dopiero zaczyna rozumieć, jak chora była to sytuacja. Wiadomo, teoretycznie mogła się z tego wyrwać wcześniej, ale to trudne, gdy żyje się w dość zamkniętym środowisku i ma się od małego wpajaną raczej dziwną filozofię.
Ale może się nie znam, smarkulą w końcu jestem. Rodzinę zamierzam założyć kiedyś, ale jeszcze nie teraz. Nie muszę żyć w nie wiadomo jakich luksusach (choć nie rozpaczałabym, gdybym miała raczej więcej pieniędzy, niż mniej ;)), ale chciałabym najpierw osiągnąć jakąś względną stabilizację.
Z pewnych przyczyn dokładnie nie mogę napisać o sytuacji w jakiej jestem.
Ale w telegraficznym skrócie jeśli ułoży się jak myślę, to będę miał 5 letniego "syna" od tak.
A wszystko wskazuje na to że raczej tak będzie, co prawda w planach mej pani jest jeszcze jedno dziecko, ale to się okaże.
Obecnie najpierw do końca stabilizacja zawodowa :)
Mam podobnie, ale ja nie przepadam za dziećmi za to one mnie uwielbiają.
Sądzę że kiedyś może mi to przejdzie, na wszystko przyjdzie czas. Na razie mówię dziękuje ale nie, i czekam aż mi przejdzie niechęć do dzieci. Zobaczymy jakie zdanie na ich temat będzie miał kiedyś mój partner. Bo trzeba pamiętać że posiadanie dzieci to powinna być decyzja pary, a nie jednej osoby. Gdyż zmienia ona bardzo dużo w życiu.
Bo trzeba pamiętać że posiadanie dzieci to powinna być decyzja pary, a nie jednej osoby. Gdyż zmienia ona bardzo dużo w życiu.
Zmienia wszystko ^^
Lubię się zajmować dziećmi, ale tylko przez określony czas. Nie wyobrażam sobie przebywania z dzieckiem ciągle (chociaż dla większości osób jest to naturalne), jednak w przyszłości chciałabym być w udanym związku xD
Lubię się zajmować dziećmi, ale tylko przez określony czas. Nie wyobrażam sobie przebywania z dzieckiem ciągle (chociaż dla większości osób jest to naturalne), jednak w przyszłości chciałabym być w udanym związku xD
Też tak mam. Jest fajnie, ale potem, jak chcesz coś sobie porobić w samotności, a taki berbeć tylko “Ema, proszę… Ema, chodź ze mną na dwór!”, to trochę szlag trafia :> Wczoraj wieczorem moja siostrzenica była trochę nieznośna, jak jest senna, to zaczyna nadmiernie wariować. W dodatku jakoś strasznie długo zasypiała, musiałam jej przeczytać dwa opowiadania z Kubusiem Puchatkiem, a potem jeszcze tam poleżeć, bo dalej nie spała… Ale jak się taki stwór do Ciebie przylepi, wtuli się, to jesteś w stanie wszystko mu wybaczyć! ![]()
. Jest fajnie, ale potem, jak chcesz coś sobie porobić w samotności, a taki berbeć tylko “Ema, proszę… Ema, chodź ze mną na dwór!”
Prawda, ale chyba większym problemem jest to poczucie odpowiedzialności. Samo zajmowanie się dzieckiem nie wystarczy, trzeba też zapewnić mu przyszłość ;D