Lacrimosa – niemiecki, choć obecnie szwajcarski zespół łączący szeroko pojęty metal z brzmieniami symfonicznymi i gotyckim klimatem.
Jest to jeden z najbardziej orkiestralnych zespołów w mocniejszym graniu z silnym wpływem muzyki klasycznej (szczególnie Mozarta), od ponad 15 lat niemal nieprzerwanie używa orkiestry symfonicznej na swoich płytach. Cechuje ich szlachetne brzmienie i smakowite aranżacje. Przyznam się szczerze, że najlepsze płyty Lacrimosy stawiam razem z Therionem na drugim miejscu za Nightwishem, jeśli chodzi o łączenie metalu i symfoniki.
To też jest rzec można zespół dla marzycieli, romatyków, artystów i wrażliwców. Wspólnym mianownikiem wszystkich kawałków są emocje, klimat i piękno, czyste piękno.
Znacie? (jak nie to zachęcam), słuchacie? Lubicie? :)
Cieszę się, że niejednokrotnie już wspominany przeze mnie Tilo i Jego zróżnicowana twórczość doczekał się swojego wątku i to nie ja go założyłam :P
Lubimy?... Hm... U mnie to zdecydowanie nie byla miłość od pierwszego wrażenia, albowiem dziwnym trafem na początku nie trafiałam na te najlepsze. Dopiero zapoznaniu z całością uświadomiło mi ich wartość. Z początku wydawali mi się zbyt patetyczni. Dokładniejsze zapoznanie pozwoliło odkryć głębię i drzemiącą w projekcie oryginalną siłę.
Lacrimosa należy do zespołów, które albo się kocha, albo nienawidzi. Dużo osób zarzuca im festyniarski blichtr, sztuczność, teatralność, brak talentów muzyczno-wokalnych...
Ja - lubię. W połączeniu ze Snakeskin Lacrimosa daje pełniejszy i bardziej złożony obraz głębokiego i zróżnicowanego wnętrza Tilo.
Myślę, że Lacrimosa odsłania głównie te szlachetne emocje, tęsknotę, miłość... mroczną stronę duszy, ale w wydaniu nawiązującym do barokowych, mozartowskich korzeni, w konsekwencji pięknych i wzniosłych. Tymczasem Snakeskin ukazuje tą "ciemniejszą" stronę duszy mrok, pożądanie, rozpacz, a wszystko osnute dźwiękami miejscami jakże różnymi od tych, znanymi z Lacrimosy. Niemniej - moim zdaniem - te dwa projekty, tak różne, ale połączone wspólnym mianownikiem w postaci Tilo, pozwalają lepiej zrozumieć siebie na wzajem. Innymi słowy, Snakeskin pozwala na pełniejsze odczucie i zrozumienie Lacrimosy.
Ja akurat miałem to szczęście ze zaczałem od razu od słuchać od słynnej triady płyt Elodia -Stille -Fassade, a piewszym kawałkiem jaki usłyszałem był Sanctus ;).Oczywiście otstanie płyty trochę rozczarowują co nie zmienia faktu że to grupa która ma wielkie rzeczy na koncie
Wiesz no Nightwishowi jeszcze więcej zarzucają i tez jest to bzdura ;), fakt ze Tilo nie ma talentu wokalnego ale jego taki sobie głos pasuje nawet do tej muzyki. Poza tym liczą się głównie kompozycje i aranżacje a tutaj jest on geniuszem i chyba jednym mi znanym muzykiem rockowym który całkowicie sam aranżuje tak dużą orkiestrę bez pomocy nikogo z zewnątrz.
Zgodzę się szlachetnośc to słowo klucz ich twórczości
Osobiście nie znam w ogóle niemieckiego więc tą muzykę nie odbieram przez teksty jak w przypadku pollskich czy anglojęzycznych grup a poprzez uniwersalny język emocji jakim jest muzyka :), oraz na poziomie samych kompozycji i aranżacji. Akurat Snakeskin nie zbyt mi odpowiada bo zawsze wolałem rockowo-orkiestralne brzmienia od elektroniki.
Przesłuchałam sobie (wreszcie*) w całości Elodię i spodobało mi się. Niemiecki jakoś mi tu nie przeszkadza, bo sama muzyka jest wspaniała. Na razie najbardziej przypadły mi do gustu: Sanctus i Am Ende der Stille; Halt mich też ma coś w sobie. Na minus jest tu dla mnie wokalistka; czy to z powodu akcentu, a może sama barwa głosu mi nie odpowiada? Głos Tilo jest ok, ale bez rewelacji; niemniej jakoś pasuje do całości ;)
Myślę, że zespół ten nie będzie często gościł w moich głośnikach, jednak z pewnością będę sięgać po ich muzykę, gdy dopadnie mnie taki specyficzny nastrój.
*Już jakiś czas temu próbowałam podejść do Lacrimosy, ale to chyba nie był odpowiedni moment, bo zespół niespecjalnie mnie przekonał i wówczas postanowiłam odłożyć dokładniejsze zapoznanie się na później, a ten temat przekonał mnie żeby wrócić do mojego postanowienia i nie żałuję.
Ja mimo że zaczałem z najwyższej półki (Sanctus) to dopiero po iluś tam przesłuchaniach ich płyt zakochałem się w zespole choć zdarzają się pojedyńcze nowsze kawałki które mi nie podchodzą. Uwielbiam niektóre aranżacje, tam naprawdę słychać Mozarta czy Beethovena.
I wbrew pozorom to nie tylko metal symfoniczny, gotyk ale i niemało rocka progresywnego a okazjonalnie także elementy kilku innych gatunków, tworczość Tila jest bardzo eklektyczna i niemożliwa do sklasyfikowania jednym słowem :)
Mam prośbę-pytanie: osłuchałam się już trochę z Elodią i mogę powiedzieć, że coraz bardziej mi się podoba, więc chciałbym spytać o to, które płyty Lacrimosy (dobra, wiem że fani powiedzą wszystko, ale wolałabym po kolei i nie za szybko ;) ) polecacie przesłuchać w następnej kolejności? Zaznaczę tylko, że nadal nie przekonał mnie wokal Anne (w duecie z Tilo jeszcze jest ok, ale np. The turning point nie jest dla mnie jakąś wieklą przyjemnością).
Taką kolejną flagową płytą Lacrimosy jest Stille,więc myslę że to dobry wybór na drugą płytę do poznania.Ta płyta jest bardziej metalowa i ma też więcej rocka progresywnego w sobie (długie partie instrumentalne itp).Paradoksalnie jeden z kawałków Annie stylizowany na francuski walczyk "Not Every Pain Hurts" jest ejdną z ozdób płyty.
Utwór z posta otwierającego temat jest właśnie ze Stille :)
W tej chwili znam już wszystkie możliwe płyty studyjne Lacrimosy (jak również - moim zdaniem dopełniające obraz Tilo albumy Snakeskin, które kocham organicznie).
Moją życiową bolączką jest to, że nigdy nie widziałam de facto Lacrimosy na żywo. Zawsze, gdy jest koncert, nawet jeśli już bilety mam w garści i wszystko obstawione, wyskakuje coś nie-do-przejścia :'( Z żadnym innym zespołem, które chciałam zobaczyć nie miałam aż takich schodów.
W tym roku wystąpią jako Gwiazda na CP. Tak, miałam już nawet zaklepaną miejscówkę. I właśnie przed chwilą moje marzenia i plany legły w totalnych gruzach i Lacrimosa znowu ( !@#$%^&*&^%$#@! ) przejdzie mi koło nosa :'(
Też mam tą przyjemność bo na chwilę obecną jesli chodzi o mocniejsze granie to chyba mój zespół nr.2 ;), przynajmniej 7-8 albumów uważam za absolutnie genialne.
I to co uwielbiam to eklektyzm i różnorodność bo niektóre albumy gdyby nie wokal Tilo to muzycznie są tak odległe od siebie że można pomyśleć że to niemal inny zespół:P
I to jest Ich urok - różnorodność, pomysł, niebanalne wykonanie...
Ileż to na rynku jest zespołów teoretycznie twórczych i wyjątkowych, które po niedługim czasie zaczynają być kalką samych siebie, czy - jak to ktoś z moich znajomych powiedział - "plagiatują sami swoje piosenki".
Lacrimosa (a ściślej Tilo właśnie) sięga korzeniami tak głęboko, że czerpie inspiracje nie tylko z tego, co współczesne, ale i tego, co działo się w muzyce stulecia temu.
Najlepsze jest to, że Tilo i Anne nie pozostawiają nikogo obojętnym na swoje dokonania. Można ich kochać, albo nienawidzić, ale jakieś uczucia budzą.
Mam do Tilo ogromny szacunek.
W bardzo młodym wieku osiągnął pułap "legendy" i konsekwentnie podtrzymuje swoją pozycję.
No na pewno warto bo Lacrimosa to jeden z tych zespołów przy których 1-2 krążki kompletnie nie oddają obrazu całosći, to nie jest zespół typu "słyszałaś jedno słyszałaś wszystkie" :P , dlatego można ich słuchac na rózne okazje z całą paletą emocji i muzycznych barw.
Znam nawet takich którzy uważają że Stille jest kiepskie :D i przy różnorodności Lacrimosy potrafie to nawet zrozumieć bo na przykład nie odpowiada im akurat gitarowe brzmienie płyty wolą albumy z inym klimatem bądź bardziej symfoniczne.
Choć szczerze mówiąc Tilo jest tak utalentowanym artystą z krwi i kości że cokolwiek zrobi to zamienia sie w przysłowiowe zloto i jesli jest jakiś słabszy kawałek czasem to zazwyczaj jest on Annie (co wcale mnie nie dziwi:P)
Lacrimosa - zespół, z którym miałam "mały" problem, bo wokal jest dla mnie bardzo ważny, a Tilo utalentowanym wokalistą nie jest.Za to jego kompozycje "dręczyły mnie" do tego stopnia, że postanowiłam się z tym pogodzić, a w miarę słuchania odkryłam, że niefortunnie rozpoczęłam swą przygodę z nimi, bo od Sehnsucht, gdzie wokal Tilo mnie po prostu drażnił. Potem przyszedł czas na "Stille" i powrót do moich łask :D
Chyba jeden z nielicznych zespołów, któremu wybaczam niedociągnięcia w wokalu na rzecz bogactwa pięknych kompozycji jakie jest mi dane usłyszeć ^^.
Lacrimosa-lubię,lubię...Poznałam ich dzięki tacie kiedy kiedyś przesłuchiwał album "Revolution" a ja się dziwę co to w ogóle jest? :) Kiedy na YouTube znalazłam Larimosę nie od razu mi się spodobała taka muzyka ale wkrótce ogromnie polubiłam ten zespół.To też zasługa wywiadu z Tilo w "Teraz Rock" (10/2012).
Ja mam chyba słabość do "kontrowersyjnych" męskich wokali :P Szczerze, to wolę je od tych wyćwiczonych i "wystaranych". Jest w nich coś naturalnego, więcej "serca" i męskości ;)