Pierwszy album zespołu, w którego skład wchodzili: Tarja, Tuomas, Jukka i Emppu. Rolę basisty w studiu pełnił gitarzysta a na trasie występowali z muzykiem sesyjnym. Zdaniem Holopainena zespół miał wtedy jeszcze swoją "niewinność", którą później utracił...
Ten album jest często uważany za słabszy. Oczywiście złożoność w porównaniu z 3 ostatnimi płytami jest dużo dużo mniejsza ale ten album jest po prostu w trochę innej stylistyce.
Dużo mniej symfoniczny a bardziej gotycki.Tuomas mocno się wtedy inspirował The Gathering, Tiamat, Theatre of Tragedy, 3rd and the Mortal, zresztą do dziś wymienia część z tych płyt w swoim topie.
W momencie wydania taka słynna recenzja wyszła pt "fiński the gathering" i tak szczerze mówiąc to AFF trochę brzmi jak "Mandylion" The Gathering tyle że podrasowany,ciut bardziej symfoniczny, z operowym wokalem i z wiekszą ilością folkowo-akustycznych brzmień.
Uwielbiam klimat tej płyty."Lappi" które przenosi mnie w zaśniezone rejony Laponii i świat nieskażonej ludzką stopą przyrody to jeden z moich absolutnych faworytów w całej twórczości nw.
Osobną sprawą są bonusy i utwory z dema, obie rzeczy zostały dołożone w reedycji do podstawowej płyty (ja akurat taką posiadam).Przyznam się że taka rozszerzona wersja płyty jest naprawdę wyśmienita."Once upon a trubadour" z wpływami muzyki dawnej i barokowej (ten pasaż keybordowy a la klawesyn) i "A return to the sea" z kapitalnym tekstem i osadzeniem w gothic metalu lat 90-tych przy zachowaniu własnego charakterystycznego brzmienia.Plus 3 utwory z dema to wiadomo: eteryczność, magia i piękno mimo że tylko klawisze, gitara akustyczna i flet.
W takiej poszerzonej formule płyta brzmi naprawdę bardzo klimatycznie i bardziej folkowo :)
No tak, więc metalu w albumie niewiele. Dla mnie jest szkicem przyszłego muzycznego klimatu, bardzo niewinnym, świeżym i mimo swojej charakterystyki bardzo "ostrożnym". Połączenie cięższych brzmień z wokalem Tarji to wyzwanie, ale jak to z pierwsza projektem bywa ma w sobie sporo niedojrzałego słodkiego szaleństwa.
Rozpoczynam serię postów w starych nightwishowych tematach coby Maciek już się nie martwił, że leżą odłogiem i pokrywają kurzem ;)
Angels Fall First było pierwszą płytą Nightwisha, jaką kupiłem. Mało tego- to była w ogóle pierwsza płyta CD, jaką kupiłem! Przepłaciłem słono- wiadomo, Empik... To było w 2004 roku.
Nie pamiętam już jakie miałem wrażenia po pierwszym przesłuchaniu, ale kilka piosenek z tego wydawnictwa zawsze bardzo mi się podobało: Nymphomaniac Fantasia, Know Why the Nightingale Sings, The Elvenpath i niektóre części Lappi.
Przyłączam się za to do tych, którzy cieszą się że Tuo już nie śpiewa :D
Przez ostatnio rok niemal nie słuchałem tej płyty (poza bonusami, które mam na innym krążku), a kiedy kilka dni temu odkurzyłem ją z okazji głosowania stwierdziłem, że ciężko będzie coś wybrać do odstrzału, bo w każdym utworze coś mi się podoba, choć oczywiście w niektórych więcej niż w innych.
Mimo że nie słucham często, to naprawdę lubię AFF. Ciekawa jestem jak brzmiałby "The Carpenter" w innym wykonaniu? Bo wersja "Astral Romance" z 2001 jest lepsza - wiadomo głos Tuo :huh:, który w miarę do przyjęcia jest dla mnie na "Once upon a trubadour".
Podobnie jak Piotrek, wyróżniłabym "The Elvenpath", "Nymphomaniac Fantasia", czy "Know Why the Nightingale Sings". W "Beauty and the Beast" też jest "to coś", tylko podmienić Tuo i byłoby bardzo dobrze ;)
Do tytułowego "Angels Fall First", a dokładniej do jego tekstu mam sentyment, bo jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności natrafiłam na fragment tłumaczenia tego utworu jeszcze zanim w ogóle poznałam Nightwish! Spodobało mi się, myślałam, że to fragment jakiegoś wiersza, a potem nagle pewnego dnia odkryłam przy jednym z pierwszych odsłuchów: kurcze ja już skądś znam ten tekst! Zatem to taki mój pierwszy kontakt z twórczością pana Holopainena. ;)
a ja właśnie lubię Carpentera. Dla mnie brzmi tak jak trzeba. taki trochę depresyjny jest, ale myślę, że gdyby brzmiał inaczej to już by mi się nie podobał. Kocham tekst Angels Fall First. Tutankhamen jest moim zdaniem świetny. jest inny niż cała reszta tego, co NW tworzy. i Lappi. uwielbiam. za brzmienie języka fińskiego, tekst i ten cudowny klimat... kiedyś strasznie się przy tym dołowałam, ale mimo to uwielbiałam go i tak mi zostało :)
Jak już wspomniałam, twórczość zespołu poznawałam chronologicznie. Podabają mi się liczne nawiązania do mitologii (m. inn. dlatego zaczęłam słuchać). Piosenki "Return to the sea" jakoś przez pewien czas nie mogłam słuchać (irytował mnie początek). A moje ulubione to: " Elvenpath", "The Carpenter" (pierwszy teledysk przeze mnie obejrzany), "Know Why The Nightingale Sings".
Równiez lubię The Carpenter i wokal Tuomasa mnie nie odstrasza, poza świetnym lirykiem to przecież kawał świetnej muzyki, ktoś gdzieś kiedyś wskazywał na pewien paralelizm między tym utworem a Anathemą z tamtych lat (Eternity/Alternative 4) i coś jest na rzeczy szczególnie przy zwrotkach. Choć osobiście to dla mnie kawałek żywcem wyjęty z Wildhoney Tiamatu (jednej z ulubionych płyt Tuomasa) ;). Orientalizujący mostek i potem to wejście Tarji - poezja :)
AFF to stara i ciężka dusza.Parę tygodni temu miałam wielką manię że cały czas słuchałam tego album ale teraz już mi przeszło ;). Wszystko tu jest bardzo gotycki i wręcz skromne i piękne.Wokal Tuomasa dodaje tylko smaku. Poza tym uwielbiam teksty piosenek z tego albumu , są bardzo fantastyczne. Z AFF najbardziej lubię The Carpenter,Know Why The Nightingale Sings,Nymphomaniac Fantasia,Beauty and the Beast i Astral Romance.
znam "fanów" Nightwisha, którzy chyba nie uznają AFF, bo w ogóle nie znają tego albumu, ani jednej piosenki :D osobiście to ciężko było mi się jakoś przyzwyczaić do specyficznego brzmienia tego albumu, bo z twórczością zespołu zapoznawałam się na chybił trafił, pojedynczymi piosenkami z każdego albumu a AFF jakimś cudem ominęłam (jak wspomniani fani, ale ja nadrobiłam swoje błędy :sleepy: ). zawsze irytował mnie wokal Tarji w refrenie The Carpenter, niby wszystko współgrało, a jednak coś mi nie pasowało i do dziś nie mogę zidentyfikować, co to takiego. jednak moimi zdecydowanymi faworytami są Beauty and the Beast (ach ten wokal Tuomasa ♥), Know Why The Nightingale Sings i Angels Fall First. AFF ma do to siebie (w zasadzie mam tak ze wszystkimi albumami NW, ale z tym szczególnie), że słuchając go ot tak, np. odrabiając lekcje czy po prostu siedząc w internecie... nie czuję nic. Po prostu coś sobie brzęczy w tle. Ale gdy słucham go na spokojnie, może nawet bardziej skupiam się na wszystkich dźwiękach... dopiero wtedy potrafię go w pełni docenić.
Mnie na tym albumie irytuje Tuomasowe jęczenie. To znaczy, czasem irytuje, czasem rozśmiesza, w każdym razie mógłby się chłopak wokalnie nie udzielać :-D Ale czasem, jak mnie coś najdzie, posłuchać lubię. Moimi faworytami są "Know Why The Nightingale Sings", "Elvenpath", "Lappi", "Angels Fall First"... Gdyby zamienić Tuomasa na takiego Marco, do faworytów zaliczałabym też "Beauty & The Beast". Nie jest to mój ulubiony album, ale i tak go lubię :) Tylko ten Tuomi... -,-
A moim zdaniem jest to album do którego trzeba dojrzeć, by ujrzeć piękno w swoistej surowości i nieskazitelności klimatu z jakim mamy tu do czynienia.
Wszyscy chwalą Elvenpath to ja z kolei napiszę, że nie jest to może najsłabszy utwór na płycie (w moim rankingu jest to Astral Romance ), ale kompletnie mnie nie porwał. Za to uwielbiam tytułowe Angels Fall First i Lappi, które tworzą tą piękną atmosferę ogniska w lapońskim lesie.
Album piękny w swej prostocie - w moim przypadku potrzebowałam trochę czasu aby to dostrzec.
Bardzo lubię ten album. Polubiłem AFF odkąd go pierwszy raz usłyszałem. Jest tu 100% NW - ostre riffy, klawisze wychodzące prawie na pierwszy plan i piękny operowy głos. Przyjemnie się słucha tych utworów bez całego symfonicznego akompaniamentu - czuć tą niewinność i bezinteresowność.
Nie wiem co jest takiego w tym albumie że kojarzy mi się on z łonem natury, otwartą polaną, światem odizolowanym od miejskiego zgiełku... Często jak jadę rowerem i przejeżdżam przez jakieś pastwiska czy łąki, to od razu na myśl mi przychodzą utwory z AFF :)
BTW wie może ktoś w którym miejscu zostało zrobione zdjęcie uwiecznione na okładce? Może to tylko komputerowa rzeczywistość?
To jest mój najmniej lubiany album zespołu. Bardzo rzadko słucham, prawie w ogóle. Po prostu nie przemawia on do mnie. No i brakuje mojego kochanego Marco.
Nie rozumiem, dlaczego uważacie ten album za słaby. Owszem, za jego pierwszym przesłuchaniem nie uświadomiłam sobie jeszcze jego piękna, ale za następnymi odczułam już wiele innych rzeczy. Album Angels Fall First ma w sobie coś przepięknego, taki baśniowy klimat; jest pełen niewinności. Mimo, że płyta ta różni się trochę od innych, to ma w sobie ten cudowny Nightwish'owy klimat i to "coś".
W moim odczuciu również nie jest to słaby album. Ma w sobie to coś, co mnie przyciąga. Głos Tarji pięknie komponuje się z melodią. A utwór "The Carpenter" jest moim zdecydowanym faworytem. Prawdę mówiąc, jeżeli kiedyś miałbym kogoś zachęcić do Nightwish, myślę, że pokazał bym właśnie ten krążek. W końcu, od tego się zaczęła cała historia. :-)
Na tym albumie podoba mi się jego niedopracowanie i surowość. Słychać, że muzycy i Tarja błądzili, nie wiedzieli jeszcze jak i co grać ale właśnie to ma największy urok. Najmniej lubię Carpenter, bo według mnie Turunen tutaj niemiłosiernie skrzeczy w refrenie. Za to tekst to mistrzostwo świata. A najlepszy? Mam świętą trójcę tego krążka: Beauty and the beast, Elvenpath oraz tytułowy - Angels fall first. Kolejność dowolna:)