[align=justify]
Poznałem Ayreon dokładnie w ten sam sposób :D, szkoda że już od wielu lat TR nie dołącza płytek do gazety.
Lubię Arjena, prawdziwy geniusz brzmienia i aranżacji, bardzo charakterystyczny styl. Kilka taktów i już wiadomo ze to on. Ma to swoje wady i zalety, trochę jak już się pozna jego styl, to wiadomo czego się spodziewać wszystkie albumy aranżuje w ten sam sposób, syntezatory, hammondy, nawet skrzypce, akustyki czy flet nie są już zaskoczeniem. Formuła na dłuższą metę czasem może być monotonna, ale myślę, że jak przystało na wybitnego twórcę, jeszcze nas zaskoczy, bo sam mówi, że musi odświeżyć koncepcje i brzmienie. Cenię go też za to, jak umięjetnie połączył stare z nowym i to się chwali .
Projekty podzielę na te, co uważam za lepsze i te co za słabsze ;).
Lepsze:
Ayreon – najwiecej płyt więc siłą rzeczy najwięcej kawałków i tych wybitnych i tych nużących. Bez dwóch zdań “The Human Equation” przebija wszystkie pozostałe płyty, szczególnie druga stona jest doskonała. Lucassen ma świetne wyczucie, pisze dość proste kompozycje, ale ciekawie jest aranżuje. Np. „Realization” to jest jeden motyw przez blisko 3 i pół minuty, ale tak grany z użyciem różnych brzmień, instrumentów i sposobów go zagrania, że wychodzi to genialnie. Choć na każdej płycie są warte uwagi kawałki. Moim ulubionym utworem spoza THE jest chyba Isis i Osiris.
Ciężko sklasyfikować styl Ayreonu, osobiśćie skłaniam się ku metalowi progresywnemu, ale nie w takim znaczeniu jak Dream Theater, czyli łamańce, technika, solówki, a bardziej literalnie, czyli inkorporacje w metal różnych elementów jak elektronika, folk, pop itd. Ktoś kiedyś ładnie powiedział prog-metal z ludzką twarzą.
Ilu wokalistów śpiewało w Ayreonie to łatwiej byłoby wymienić tych co nie spiewali. Jako ciekawostke kiedys Arjen planował zaprosić Tarję, ale potem zmieniła mu się koncepcja. W tym roku nowa płyta, mam nadzieję, że nie będzie odgrzewanego kotleta i nas zaskoczy.
Star One- dwie plyty, obie bardzo dobre, równe i nomen omen mocne. To zdecydowanie najbardziej metalowe wcielenie Arjena, ma to czego czasem brak mi w Ayreonie, czyli energię i dynamikę. Nacisk położono na gitary. Dwie stricte metalowe płyty, bez typowych ballad za to w kosmicznym klimacie. Może czasem brak właśnie jakiś ballad czy długich kawałów, ale używając nigtwishowej metaforyki, to tak jakby dostać płytę z dziesięcioma Stargazers to też nie można by narzekać, poza tym jest sporo zwolnień. Stała obsada wokalna tylko 4 osoby, ale talent wokalny jest niesamowicie wtedy skondensowany, szczególlnie, że owa osbada to prawdziwy dream team
. “Nasza” Floor Jansen, Russell Allen (nie lubię Symphony X, ale to jeden z najlepszych wokali męskich współcześnie, prawie jak Dio), Dan Swano (przez jego niski głos klimat się robi jak na Theli Theriona, gdzie też udzielił sie wokalnie ) i jakby w kontrze do niego obdarzony wysokim głosem Damian Wilson, którego znalem z płyt Ricka Wakemana, notabene też poświęconych kosmosowi.
Guilt Machine – to wcielenie Arjena jest mniej metalowe a bardziej klimatyczno- progresywne choć oczywiście mocne gitary też są obecne tu i ówdzie. Sporo sampli, syntezatorów, elektroniki. Są fragmenty, gdzie pachnie muzyką Pink Floyd. Jeden stały wokalista, który przypomina czasem barwą Freddiego Mercurego. Z każdym przesłuchaniem coraz bardziej wciągająca, wyśmienita płyta, są na niej też sample po polsku.
Tak w ogóle Gulit Machine i Star One przez skondesowanie całościowo, chyba nawet wolę od Ayreonu, który jest bardziej zróznicowany, ale też siłą rzeczy bardziej nierówny.
Słabsze:
Stream of Passion- tylko pierwsza płyta, pozostałe są bez Arjena. To miała być jego wersja Female Fronted metalu.Tylko jak na symphonic/gothic to płyta jest przeciętna. Progres też w zasadzie żaden, bo same krótkie kawałki. Parę numerów na czele z tytułowym oparte na schemacie znanym z Ayreonowego Love jest urokliwych, a reszta ot taki średniej klasy Delain.
Arjen Lucassen (solo) –wydał dwie płyty jako solo, bardzo nierówne. Na ostatniej Lost ine the new real znajduje się utwór tytułowy jeden z najlepszych kawałków Arjena ever, absolutne top 5 czy choćby cover Welcome to The Machine floydów, ale z drugiej strony jest też morze nudy…
Ambeon- dziwnie się ocenia tę płytę, zalezy czy weźmieny wersje jedno czy dwupłytową. Pierwsza płyta, ta własciwa, to skrzyżowanie zaprogramowanych sekwencerów z jakimiś tam nielicznym gitarami. Niby wszystko jest na miejscu, a całość jest tak nużąca, że po przesłuchaniu nie zostaje w głowie nic, może poza jednym/dwoma kawałkami, gdzie są folkowe naleciałości. Linie wokalne, z których słynie Arjen są jakieś udzwnione i mało przejrzyste. Płyta dodatkowa, jakby na drugim biegunie, to akustyczne wersje kawałków Ayreonu zaśpiewane przez młoda wokalistę Ambeonu Astrid van der Veen i tutaj z wiolonczelą, akustykami, fletem itd jej dziewczęcy głos doskonale współgra, no i melodii nie brak, ale to tylko bonusowy dysk. Słyszałem jej solowe dokonania później, warta uwagi wokalistka.
Trzy najlepsze albumy Arjena:
Ayreon –The Human Equation
Guilt Machine - On This Perfect Day
Star One –Space Metal
[/align]